facebook
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2017. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2017. Pokaż wszystkie posty

18 września 2017

Hate – Tremendum [2017]

Hate - Tremendum recenzja okładka review cover
Brawa dla Adama, dorobił się dziesiątego longpleja pod szyldem Hate! Zaiste okazały to wynik, ale czy przełoży się w jakiś widoczny sposób na pozycję zespołu na scenie i w świadomości słuchaczy? W mojej ocenie – nie. Kilka lat temu Hate stanął w miejscu jeśli chodzi o popularność — co po części na pewno jest winą wytwórni zorientowanej na pitolenie — i nawet gdyby nagle nagrali dzieło przełomowe, epokowe i wstrząsające, przypuszczalnie mało kto w ogóle zwróciłby na ten fakt uwagę. To po pierwsze. Po drugie Hate stanął w miejscu także pod względem muzycznym, więc dzieła przełomowe, epokowe i wstrząsające są w tej chwili poza ich zasięgiem. Styl, który nabrał wyraźniejszych kształtów na "Erebos", przez kolejne lata był już tylko udoskonalany w obrębie detali aranżacyjnych i produkcji — co zresztą trwa do dziś — nie ma się zatem co dziwić, że z czasem nieco spowszedniał i stał się zbyt przewidywalny.

6 września 2017

Origin – Unparalleled Universe [2017]

Origin  Unparalleled Universe recenzja okładka review cover
Czas pokazał, że wśród maniaków ekstermy nie ma zbytniego zapotrzebowania na eksperymenty w wykonaniu Origin. Chłodne przyjęcie, z jakim spotkał się "Omnipresent", najwyraźniej dało Amerykanom do myślenia, bo na "Unparalleled Universe" nie ma już ani grama nowości ani prób rozwijania stylu na siłę. Już pierwszymi taktami – co oznacza setki dźwięków – 'Infinitesimal To The Infinite' (kandydat na hicior) zespół daje jasno do zrozumienia, że powrócił do tego, co fani najbardziej w nim lubią, a co im najlepiej wychodzi. Wtórność i koniunkturalizm – owszem, nie da się zaprzeczyć, ale z klasą. I pierdolnięciem, jakiego każda Matka Polka od nich oczekuje. Po prostu the true Origin! Nawet wymyśliłem sobie teorię spiskową, według której ostatnio specjalnie nagrali słabszy album, żeby nowym – a w strarym stylu – na powrót przyciągnąć zainteresowanie fanów i mediów.

25 sierpnia 2017

Antropofagus – Methods Of Resurrection Through Evisceration [2017]

Antropofagus - Methods Of Resurrection Through Evisceration recenzja okładka review cover
O naiwny ja! Liczyłem, że po udanym powrocie na scenę Antropofagus wykorzysta swoją drugą szansę i już na stałe zagości wśród wielkich włoskiego death metalu, a tu dupa. Coś poszło nie tak i następcę "Architecture Of Lust" dostaliśmy dopiero po pięciu latach oczekiwania, więc zespół musi praktycznie od początku budować swoją reputację porządnego napierdalatora. Dodatkowa trudność polega na tym, że Antropofagus na "Methods Of Resurrection Through Evisceration" to trochę inna grupa niż na poprzedniku – bardziej surowa, obskurna i podziemna; bliższa Septycal Gorge czy Putridity aniżeli Hour Of Penance i Hideous Divinity, z którymi wcześniej mieli dużo wspólnego. Dla niektórych taka metamorfoza/uwstecznienie może być problemem, ale zaręczam, że warto poświęcić tej płycie trochę czasu i się w nią odpowiednio wgryźć, bo to wygrzew na naprawdę wysokim poziomie.

19 sierpnia 2017

Suffocation – ...Of The Dark Light [2017]

Suffocation - ...Of The Dark Light recenzja okładka review cover
Jak ten czas zapieprza! Nie tak dawno jarałem się świeżutkim "Pinnacle Of Bedlam", a tu Suffocation atakuje kolejnym albumem. Naprawdę trudno w to uwierzyć, że te krążki dzielą aż cztery lata! W międzyczasie Amerykanie nie próżnowali, co oczywiście najbardziej widać po składzie, który został poważnie odmłodzony. Do tego stopnia, że jest w tym coś zabawnego – wszak w momencie wydania "Effigy Of The Forgotten" ani Erica Morotti ani Charlie’go Errigo nie było nawet na świecie (a być może i w planach), natomiast kiedy ruszyli do podstawówki, zespół już nie istniał. Jak się okazało, wiek tej dwójki nie stanowił wielkiej przeszkody w fachowym wypełnianiu przez nich obowiązków Muzyka Suffocation, choć żeby była jasność – ich wkład twórczy w "...Of The Dark Light" jest raczej niewielki, a do poziomu poprzedników jeszcze trochę im brakuje.

3 sierpnia 2017

Anasarca – Survival Mode [2017]

Anasarca - Survival Mode recenzja okładka review cover
Część z was zapewne pamięta ten niemiecki zespół, który w swoim czasie był mocnym punktem tamtejszej death metalowej sceny. Niestety niedługo po wydaniu "Dying" i paru koncertach o Anasarca słuch zaginął. Kapela zawisła w próżni i trwała w tym stanie do 2011 roku, kiedy to głównodowodzący Michael Dormann przystąpił do prac nad nowym materiałem i powoli zaczął się rozglądać za kolegami do składu. Na rezultaty w postaci demówki trzeba było poczekać aż do 2015, jednak później poszło już chyba z górki, bo niedawno "Survival Mode" trafił pod strzechy. Zespół powrócił w pełnej krasie, choć tak naprawdę po nowym krążku w ogóle nie słychać, żeby kiedykolwiek gdzieś odchodził, a już zwłaszcza na kilkanaście lat. Na czwartym albumie Anasarca mamy do czynienia z bezpośrednią i jakże logiczną kontynuacją tematów z "Dying" – muzyka jest zatem szybka, gwałtowna i stosunkowo nieskomplikowana.

28 lipca 2017

Logic Of Denial – Aftermath [2017]

Logic Of Denial - Aftermath recenzja okładka review cover
Logic Of Denial mimo dużych chęci nigdy nie byli istotnym ogniwem włoskiego death metalu. Na swoje nieszczęście nie mogli tego zrzucić na niezrozumienie, światowy spisek czy brak szczęścia. Nie, po prostu zawsze prezentowali zbyt niski poziom, żeby ktokolwiek się z nimi liczył. Teraz Włosi powracają po czteroletniej przerwie ze swoim trzecim longiem, podzielonym na trzy 'rozdziały' "Aftermath". Udało mi się przebrnąć przez ten album kilkadziesiąt razy i nie mam wątpliwości, że to ich najlepszy, najbardziej dopracowany i kopiący materiał. Jednocześnie jestem nieświęcie przekonany, że nie przysporzy im ani wielkiej kasy ani nagłego wzrostu popularności – co najwyżej będą częściej brani pod uwagę jako lokalny support dla kogoś z wyższej półki. Tak to widzę.

12 lipca 2017

Aborted Fetus – The Art Of Violent Torture [2017]

Aborted Fetus - The Art Of Violent Torture recenzja okładka review cover
Po czterech krwistych ochłapach muzycy Aborted Fetus najwyraźniej poczuli potrzebę odświeżenia wizerunku i wyjścia poza przynajmniej niektóre schematy, którymi brutalny death metal (w tym ich własny) jest naszpikowany. Popracowali, pokombinowali i tak oto powstał "The Art Of Violent Torture" – krążek oryginalny, zaskakujący, w swoim gatunku niemal epicki. A tak już serio, to najnowszy materiał rosyjskiej ekipy zawiera co najmniej kilka elementów, których bym się w życiu po nich nie spodziewał, a które wyróżniają album na tle podobnych nośników hałasu. Wiadomo, niewiele trzeba, żeby zaznaczyć swoją odrębność w tak hermetycznym graniu, jednak Aborted Fetus i tak należy się pochwała za wykazane ambicje, bo nie tylko zaszaleli muzycznie, ale również zadbali o spójny liryczny koncept dotyczący wymyślnych metod tortur.

2 czerwca 2017

Resurgency – No Worlds... Nor Gods Beyond [2017]

Resurgency - No Worlds... Nor Gods Beyond recenzja okładka review cover
Debiut tej greckiej ekipy gładko wpisał się w drugą falę amerykańskiego death metalu sprzed prawie trzydziestu lat – był typowy i przewidywalny do bólu, ale zagrany bardzo sprawnie i z należytą pasją, toteż po prostu musiał się podobać miłośnikom podziemnej łupanki. Na "No Worlds... Nor Gods Beyond" dobitnie słychać, że tamten materiał absolutnie nie był dziełem przypadku i że Resurgency mają zamiar kurczowo trzymać się tego stylu, nie wykazując przy tym jakichkolwiek reformatorskich ambicji. Stąd też na nowym krążku w stosunku do starszego o pięć lat poprzednika zmieniło się naprawdę niewiele, ale z mojej strony to żaden zarzut, bo akurat w przypadku tego zespołu owo niewiele oznacza okrzepnięcie i poprawienie kilku detali.

27 maja 2017

Mastodon – Emperor Of Sand [2017]

Mastodon - Emperor Of Sand recenzja okładka review cover
Na pierwszy rzut oka wszystko z "Emperor Of Sand" się zgadza, bo i estetyka okładki, i oprawa, i w końcu brzmienie nie odbiegają specjalnie od tego, z czym nas Mastodon zaznajomił kilka lat temu. Czyli jest super. Problem pojawia się dopiero po odpaleniu krążka i pierwszym przesłuchaniu, które to nie pozostawia większego wrażenia, czemu bohaterowie tej recki sami są zresztą winni, bo na początek wrzucili numer jak na siebie dość przeciętny, a już na pewno nie porywający. Czyżby muzykom o taaakim potencjale zaczynało brakować pomysłów? Po części na pewno tak, bo na "Emperor Of Sand" nie słychać konkretnej wizji całości i jasno sprecyzowanego celu – cuś jakby zespół miał problem z określeniem się, w którym kierunku pójść, więc w ramach kompromisu upchnął na płycie wszystkiego po trochu.

21 maja 2017

Deivos – Endemic Divine [2017]

Deivos - Endemic Divine recenzja okładka review cover
To rozumiem! Już po piętnastu sekundach otwierającego album 'Daimonion' człowiek wie, że Deivos powrócił. Nie tyle do wysokiej formy — bo tą zespół utrzymuje od dawna — co do tego, co wychodziło mu najlepiej i czym zasłynął, czyli — dla niewtajemniczonych — do pokomplikowanego technicznie, szybkiego i brutalnego zarazem death metalu. Chwała im za to, bo właśnie w takim graniu potrafią pokazać pełnię swoich niekwestionowanych umiejętności i talentu kompozytorskiego. W odstawkę poszły próby eksperymentów i ulepszania czegoś, co ulepszeń nie potrzebuje, a udział elektroniki ograniczono na "Endemic Divine" do minimum, więc materiał automatycznie zyskał na spójności i wyrazistości, jest przy tym także bardziej energetyczny, zaczepny, nabuzowany. A w kwestii stylu rozpoznawalny, jak za czasów "Gospel Of Maggots" i "Demiurge Of The Void".

15 maja 2017

Antropomorphia – Sermon Ov Wrath [2017]

Antropomorphia - Sermon Ov Wrath recenzja okładka review cover
"Sermon Ov Wrath" to już czwarty krążek z logo Antropomorphia jaki mam na półce; czwarty, z którego jestem bardzo zadowolony. Zdumiewa mnie łatwość, z jaką Holendrzy tworzą tak dopracowane i wpadające w ucho materiały – niby wszystkie są utrzymane w tym samym stylu z lekka przestarzałego europejskiego death metalu, a jednak nie można o nich powiedzieć, że są identyczne czy wtórne. Formuła wypracowana przez zespół lata temu wciąż sprawdza się wybornie, a wszelkie korekty w obrębie stylu na kolejnych płytach sprowadzają się wyłącznie do detali. Innymi słowy zmian nie ma dużo, ale jeśli już się pojawiają, to są trafione i gładko wpisują się w klimat całości. Jeśli dla kogoś to za mało, to sorki – proponuję szukać szczęścia gdzie indziej.

9 maja 2017

Obituary – Obituary [2017]

Obituary - Obituary recenzja okładka review cover
Jeśli mam być szczery, to już się pogodziłem z tym, że powoli przyjdzie mi się żegnać z Obituary jaki lubię, a ich kolejne krążki będą trafiały na moją półkę tylko z kolekcjonerskiego obowiązku. Dwa nowe kawałki zamieszczone na ubiegłorocznej epce-koncertówce były wprawdzie obiecujące, jednak nawet naiwność zagorzałego fana ma swoje granice, toteż po longpleju nie oczekiwałem niczego powalającego. No i "Obituary" nie powala, aaale... i tak jest najlepszym, najbardziej optymalnym i przekonywającym albumem Amerykanów przynajmniej od czasu "Frozen In Time". Możecie wierzyć lub nie, ale płytka jest cholernie treściwa (36 minut) i zróżnicowana, dzięki czemu ogólną dynamiką przebija kilka poprzednich oraz mocniej (i łatwiej) skupia na sobie uwagę słuchacza – tu po prostu nie ma czasu ani miejsca na zamulanie czy bezbarwne wypełniacze.

3 maja 2017

Immolation – Atonement [2017]

Immolation - Atonement recenzja okładka review cover
Innowacyjna, zaskakująca, ekscytująca – te i wiele podobnie nacechowanych przymiotników nijak się niestety mają do "Atonement". Dziesiąta płyta Immolation w żadnym elemencie w sposób zauważalny nie odchodzi od formuły muzyczno-brzmieniowej, jaką znamy przynajmniej od "Harnessing Ruin", a od (zbyt) wtórnego "Kingdom Of Conspiracy" sprzed czterech lat nie różni się prawie wcale. Kapele z taaakim stażem i taaak bogatym dorobkiem miewają kłopoty z kreatywnością i nie ma w tym nic niezwykłego, wszak nikt nie jest zaprogramowanym na zajebistość cyborgiem, nawet Amerykanie. Problem Immolation polega dodatkowo na tym, że oni o dawna grają swoje, we własnej-ciasnej lidze, z nikim się nie ścigają, a w związku z tym sami dla siebie są punktem odniesienia.

27 kwietnia 2017

Rude – Remnants... [2017]

Rude - Remnants... recenzja okładka review cover
Po entuzjastycznie przyjętym debiucie młodzieńcy z Rude zakasali rękawy i ostro zabrali się do pracy, dokładając wszelkich starań, aby następca "Soul Recall" był albumem jeszcze bardziej rasowym. Cel został osiągnięty, bo "Remnants..." w sposób niemal doskonały imituje death metalowe klasyki wydawane (głównie w Ameryce) przed 1993 rokiem. Prymitywne acz czytelne logo – jest. Klimatyczna okładka autorstwa Dana Seagrave’a – jest. Złożona bez najmniejszych ekstrawagancji wkładka – jest. Dość przypadkowe zdjęcie czterech obwiesi na odwrocie płyty – jest. Prosty nadruk na srebrnym krążku – jest. Niespecjalnie głębokie teksty – są. Brzmienie, które w ogóle nie zdradza cyfrowej proweniencji – jest. Tak na dobrą sprawę, jeśli chodzi o stronę wizerunkową Rude, brakuje tu tylko wciśniętego gdzieś na siłę znaczka "Stop The Madness".

21 kwietnia 2017

Uerberos – Tormented By Faith [2017]

Uerberos - Tormented By Faith recenzja okładka review cover
Uerberos to stosunkowa nowa nazwa na polskiej scenie, choć muzycy za nią stojący mogą się pochwalić pewnym doświadczeniem w robieniu hałasu – może nie jest/było to nic wielkiego, ale podstawy death metalowego fachu opanowali na tyle, żeby z tą kapelą już na początku drogi ruszyć ostro z kopyta. Lata pracy i ćwiczeń nie poszły na marne, czego potwierdzenie znajdujemy na "Tormented By Faith", debiutanckim krążku ekipy z Żor. Przebrnąłem przez ten album na spokojnie kilkadziesiąt razy i tak się zastanawiam, czy jest w ogóle sens chwalić zespół za to, co udało mu się na nim osiągnąć. Bo kogo tak naprawdę obchodzi kolejna dobra płyta? No właśnie... Gdyby nagrali kupę, to przynajmniej można by ich wyśmiać, ozdabiając wypowiedź kilkoma tradycyjnymi dla mowy polskiej kurwami, a na koniec zasugerować spierdalanie z czymś takim na drzewo – takie recki wzbudzają zainteresowanie.

9 kwietnia 2017

Hour Of Penance – Cast The First Stone [2017]

Hour Of Penance - Cast The First Stone recenzja okładka review cover
Kurwica człowieka bierze na myśl o tym, co jest w stanie wykrakać swoją głupią gadaniną/pisaniną. Wystarczyło raz palnąć coś o wymiękaniu Hour Of Penance, a niedługo później taki "Cast The First Stone" daje realne podstawy, żeby się nad tym już poważnie zastanowić. Ech... Należę do osobników, którzy nie mieli większych problemów z poprzednim krążkiem, rozbudowanym ponad miarę "Regicide", niemniej jednak traktowałem go raczej jako jednorazowy wybryk, skok w bok — ku większemu zróżnicowaniu — po którym Włosi wrócą do brutalnej i zajebiście szybkiej sieczki. Nie wrócili, a "Cast The First Stone" — w stosunku do możliwości zespołu — jest albumem nieprzesadnie dopierdolonym. Dominują tu przede wszystkim średnie tempa, zaś samobójcze blasty, z których przecież słynęli, pojawiają się tylko sporadycznie – choćby w 'Cast The First Stone' czy 'The Chains Of Misdeed'.

22 marca 2017

Beheaded – Beast Incarnate [2017]

Beheaded - Beast Incarnate recenzja okładka review cover
Obawiałem się, że po kilku latach wydawniczej ciszy Beheaded stracą impet i w rezultacie, nawet z Brutal Dave’m za garami, będą mieli spore problemy z utrzymaniem poziomu przełomowego dla nich, a bardzo przecież dobrego "Never To Dawn". Jak się okazało, nie doceniłem potencjału maltańskich ekstremistów, bo wciąż wymiatają wprost wybornie, a przy okazji jeszcze wyraźniej zwracają się ku klasycznemu (czytać: z Florydy) podejściu do gatunku. "Beast Incarnate" od strony muzycznej jest zatem krążkiem co najmniej udanym, solidnie kopiącym po dupie i nade wszystko efektywnym. Żeby jednak nie było zbyt różowo, album nie może się pochwalić aż tak potężnym i wgniatającym brzmieniem jak poprzednik ani, co zrozumiałe, efektem WOW! związanym z dokonaną kilka lat temu rewizją stylu.

20 lutego 2017

Kreator – Gods Of Violence [2017]

Kreator - Gods Of Violence recenzja okładka review cover
Kreator jaki jest, każdy widzi. Heh... W przypadku takiej płyty jak "Gods Of Violence" bardzo trudno powstrzymać się przed popełnieniem recki metodą kopiuj-wklej, bo zawartość krążka sugeruje, że właśnie w taki sposób został 'skomponowany'. To kusi, bo wystarczyłoby mi tylko podmienić tytuły w opisie poprzedniego krążka, a reszta tekstu pięknie by pasowała i — o zgrozo — w ogóle nie ucierpiałaby na tym rzetelność takiego komentarza. A jaka to oszczędność czasu! Heh... Mnie naprawdę nie chce się słowo w słowo powtarzać tego, co pisałem przy okazji "Phantom Antichrist", ale skoro Niemcy w swej (od)twórczości powtarzają się już bez żenady, to co ja biedny mogę zrobić. Kreator nagrał bardzo ładny, wymuskany, zróżnicowany i efektowny album, który powinien mieć niezłe branie, bo całkiem miło się go słucha.