Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Turcja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Turcja. Pokaż wszystkie posty

13 marca 2018

Cenotaph – Perverse Dehumanized Dysfunctions [2017]

Cenotaph - Perverse Dehumanized Dysfunctions recenzja okładka review coverCenotaph jaki znamy od "Reincarnation In Gorextasy" to siła, z którą już trzeba się liczyć. Turecka horda sukcesywnie podnosiła poziom wyziewności generowanych przez siebie dźwięków, żeby wraz z "Putrescent Infectious Rabidity" właściwie zrównać się ze światową (podziemną) czołówką. Po tym albumie nastąpiła jednak długaśna przerwa, w czasie której dość poważnie posypał się skład – ostał się jedynie wokalista-ojciec założyciel, który — jak mniemam — wielkiego wkładu muzykę nie miał. Miał natomiast przekonanie, że warto jeszcze ciągnąć ten wózek: zebrał nowych kolegów i wraz z nimi nagrał taki materiał, że łeb urywa. Warto było tak długo czekać, bo "Perverse Dehumanized Dysfunctions" po prostu miażdży, wgniata w ziemię i pozostawia tylko zgliszcza. W tej chwili Cenotaph to jeden z niewielu zespołów — do tego grona zaliczyłbym też Putridity, Disentomb czy Afterbirth — w przypadku których aż prosi się o przymiotnik "brutalniejszy" przed nazwą gatunku. To, czego panowie dokonali w obrębie tych 31 minut, to jest, kurwa, jakaś trudna do ogarnięcia masakra. Mega intensywny i techniczny napierdol w, zazwyczaj, okrutnych tempach, przyprawiony chorymi bulgotliwymi wokalami i z przepięknie masywnym, głębokim brzmieniem. Naprawdę jestem w lekkim szoku, bo aż tak potężnej płyty, tak bardzo wykraczającej ponad to, co dotychczas robili, po Cenotaph się nie spodziewałem. Moje zaskoczenie potęguje fakt, że za część materiału odpowiada znany z Decimation Erkin Öztürk, który swoim macierzystym zespole jak dotąd nic wielkiego nie pokazał, natomiast na "Perverse Dehumanized Dysfunctions" dokonał niemal cudów. Opad kopary powodują również partie Alicana Erbaşa — bębniarza właściwie znikąd — który dopierdala taką ekstremę, że ręce opadają z niemocy. Właśnie tak powinna pracować perkusja w ultra brutalnym death metalu – gęsto, precyzyjnie i różnorodnie. Za ponadprzeciętną zajebistością "Perverse Dehumanized Dysfunctions" przemawia również zaskakująco duża chwytliwość tej płyty – niby całość sprowadza się do patologicznego nakurwu, a jednak jest tu na tyle fajnych niuansów, że łatwo się w niego wkręcić, czego najlepsze przykłady mamy w 'Parasitic Worms & Prenatal Cranial Deformation' i Multi-organ Failure Epidemie'. Po takim ataku ze strony Cenotaph Defeated Sanity powinni czuć się poważnie zagrożeni.


ocena: 8,5/10
demo
oficjalny profil Facebook: www.facebook.com/cenotaphtur

podobne płyty:

Udostępnij:

3 stycznia 2017

Carnophage – Monument [2016]

Carnophage - Monument recenzja okładka review coverJak na moje ucho, Carnophage trafili pod skrzydła Unique Leader tylko i wyłącznie na zasadzie egzotycznej ciekawostki, bo debiutancki "Deformed Future//Genetic Nightmare" nie zawierał niczego, co mogłoby w jakikolwiek sposób wyróżniać ten zespół na tle innych. Ot, płyta jakich wiele – poprawnie zagrany hałas w amerykańskim stylu. Po ośmiu latach przerwy tureckie komando uderzyło po raz drugi z albumem buńczucznie zatytułowanym "Monument". Sprawdziłem go dla zasady... i zostałem wgnieciony w podłoże! Takiego skoku jakościowego absolutnie się po nich nie spodziewałem, nie podejrzewałem ich także o tak imponujące umiejętności. Panowie odczuwalnie poprawili brzmienie i technikę, ale przede wszystkim nabrali świadomości tego, co chcą grać i rozwinęli się w zajebiście dla nich odpowiednim kierunku. "Monument" to mocno zakręcona nowoczesna deah metalowa jazda, która właściwie daje zespołowi miejsce w czołówce takiego grania. Fani Odious Mortem, Posthumous Blasphemer, Severed Savior czy Deeds Of Flesh już powinni sięgać do portfela, bo kasa wydana na ten krążek na pewno nie będzie się nikomu śniła po nocach. Carnophage prezentują tutaj poziom wyżej wymienionych kapel — więc ogólnie wiadomo, czego można po nich oczekiwać — a przy okazji starają się dodać coś od siebie, co zapewni im trochę oryginalności. Tym czymś, jak mi się wydaje, jest śmielsze inkorporowanie wolniejszych i bardziej melodyjnych partii. Żaden to slam, żadne pitu-pitu – Carnophage po prostu nie pędzą na złamanie karku przez całą płytę, tylko zostawiają między dźwiękami odrobinę powietrza, przygotowując tym samym słuchacza na kolejny zmasowany atak. Nie doszukiwałbym się w tym na siłę klimatu, ale dzięki takim zabiegom "Monument" brzmi świeżo i dynamicznie, nie zatracając przy tym naturalnej brutalności. Turcy osiągnęli już taki pułap zajebistości, że nie muszą nikomu udowadniać na co ich stać, więc skupiają się na egoistycznym graniu tego, na co mają ochotę. A że jest to wysokiej klasy techniczny death metal, to nie ma co narzekać. Mnie w każdym razie kupili bez trudu.


ocena: 8,5/10
demo
oficjalny profil Facebook: www.facebook.com/pages/CARNOPHAGE/9765924066

podobne płyty:

Udostępnij:

20 grudnia 2015

Decimation – Reign Of Ungodly Creation [2014]

Decimation  Reign Of Ungodly Creation recenzja okładka review coverDecimation to druga albo trzecia co do 'wielkości' nazwa jeśli chodzi o turecki death metal. Jakby się zatem mogło wydawać, kolesie muszą fajnie dopierdalać, bo pozycję w kraju mają naprawdę niezłą. Rzeczywistość nie wygląda już aż tak różowo. Owszem, panowie grają i brzmią dużo lepiej niż typowy turecki przedstawiciel gatunku, jednak najjaśniejszym punktem "Reign Of Ungodly Creation" jest... okładka autorstwa Dana Seagrave’a. Sama muzyka, choć z łatką brutal i technical, zachwytów już nie powoduje. Jeśli miałbym wskazać u nich jakiś element zaskoczenia, to chyba tylko i wyłącznie fakt, że częściej zapożyczają sobie patenty od klasyków (choćby Deeds Of Flesh i Dying Fetus) niż od slammerów i kolejnych epigonów Disgorge, co na tureckiej ziemi jest nagminne. No i cóż, hałasują sprawnie (zwłaszcza perkman), bo i doświadczenie procentuje, ale czynią to raczej płasko (kwestia przesadnie 'wyśrodkowanego' brzmienia), bez wyrazu i śladu własnej tożsamości, przez co mają spore problemy z odpowiednio długim utrzymaniem uwagi słuchacza. 36 minut mija wprawdzie bez zgrzytów, jednak później w głowie nic z nich nie zostaje – może poza refleksją, że Decimation najlepiej radzą sobie w szybszych tempach i przy zagmatwanych (na miarę swoich możliwości) riffach. Wolna i — w zamyśle — miażdżąca strona "Reign Of Ungodly Creation" wypada blado i przede wszystkim nudnawo. W rezultacie otrzymujemy album do posłuchania raz na pół roku ze świadomością, że kasę na niego wydaną można było lepiej spożytkować.


ocena: 6/10
demo
oficjalny profil Facebook: www.facebook.com/pages/Decimation/6288467247
Udostępnij: