facebook

28 marca 2017

Abyssus – Into The Abyss [2015]

Abyssus - Into The Abyss recenzja okładka review cover
Zaskakująca to rzecz, ale wychodzi na to, że w Grecji jest całkiem niezły klimat dla smrodliwego death metalu starej daty. Może to przez rozkładające się na plażach ciała uchodźców? Hmm... Abyssus to kolejny już przedstawiciel takiego grania z Półwyspu Apenińskiego; kolejny, który daje radę, choć nie proponuje nawet sekundy czegokolwiek oryginalnego. Ale tak naprawdę nie musi, bo i bez innowacyjnych rozwiązań "Into The Abyss" bardzo przyjemnie kręci się w odtwarzaczu, sprawiając sporo frajdy fanom zalatującego kultem death metalu, głównie tego z Ameryki. Podstawowe fascynacje Abyssus nie są trudne do wyłapania, bo walą po uszach od rozpoczynającego całość 'Into The Abyss' – Obituary i Autopsy. To pierwsze skojarzenie muzycy zawdzięczają przyjemnie wymiotnemu wokalowi (choć ekspresja jeszcze nie ta, co u Johna Tardy), drugie zaś bierze się ze struktur i mocno wyeksponowanego basu, jaki umiłowała sobie kiedyś ekipa Chrisa Reiferta.

22 marca 2017

Beheaded – Beast Incarnate [2017]

Beheaded - Beast Incarnate recenzja okładka review cover
Obawiałem się, że po kilku latach wydawniczej ciszy Beheaded stracą impet i w rezultacie, nawet z Brutal Dave’m za garami, będą mieli spore problemy z utrzymaniem poziomu przełomowego dla nich, a bardzo przecież dobrego "Never To Dawn". Jak się okazało, nie doceniłem potencjału maltańskich ekstremistów, bo wciąż wymiatają wprost wybornie, a przy okazji jeszcze wyraźniej zwracają się ku klasycznemu (czytać: z Florydy) podejściu do gatunku. "Beast Incarnate" od strony muzycznej jest zatem krążkiem co najmniej udanym, solidnie kopiącym po dupie i nade wszystko efektywnym. Żeby jednak nie było zbyt różowo, album nie może się pochwalić aż tak potężnym i wgniatającym brzmieniem jak poprzednik ani, co zrozumiałe, efektem WOW! związanym z dokonaną kilka lat temu rewizją stylu.

16 marca 2017

Phobia – Cruel [2006]

Phobia - Cruel recenzja okładka review cover
Jak dotąd nie dałem się poznać jako wielki fan Phobia, choć nim jestem. Nie fanatycznym i bezkrytycznym, jak niektórzy, ale jednak. Punktem zwrotnym w postrzeganiu przeze mnie tego zespołu była opisywana właśnie płyta, która dość niespodziewanie zdmuchnęła mi łeb zajebistą nawałnicą w klasycznym stylu. Na poprzednich dwóch longplejach Amerykanie trzymali się w okolicach średniej gatunkowej, zbytnio przy tym nie porywając; "Cruel" to już poziom ekstraklasy. Album w udany sposób łączy w sobie wszystko co najlepsze w tradycyjnym grind core’owym napierdalaniu z totalnie lajtowym punkowym feelingiem (który, tak na marginesie, zaakcentowano mocniej niż w przeszłości), co w rezultacie dało materiał szaleńczo szybki, wybuchowy, pełen naturalnej furii i precyzyjnie zagrany, a przy okazji bardzo chwytliwy, przyjemny w odbiorze i zagrzewający do nieskoordynowanego szaleństwa.

10 marca 2017

Abysmal Dawn – From Ashes [2006]

Abysmal Dawn - From Ashes recenzja okładka review cover
Ludzkość od dawna poszukuje odpowiedzi na wiele dręczących ją pytań: jak zbudowano piramidy, czy lądowanie na Księżycu było mistyfikacją, co się naprawdę działo w Strefie 51... No i jakim cudem Abysmal Dawn trafił pod skrzydła Relapse po debiutanckim "From Ashes"? Serio, jak dla mnie ten zespół nijak nie pasował (i ciągle nie pasuje) do tej wytwórni, nawet jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że kontrakt podpisywano, gdy firma była w dołku/na rozdrożu i ogólnie źle się z nią działo. W moich oczach i uszach główny problem z Amerykanami polega na tym, że niczym nie szokują, niczym nie zaskakują, niczym nie wybijają się ponad death metalowe standardy i mają jakieś takie do dupy logo. Jednocześnie — co trzeba im uczciwie przyznać — swoje poletko uprawiają bardzo rzetelnie i w pełni profesjonalnie zarówno od strony wykonawczej jak i brzmieniowej.

4 marca 2017

Wormed – Planisphærium [2003]

Wormed - Planisphærium recenzja okładka review cover
Wormed to w tej chwili niekwestionowani liderzy hiszpańskiego death metalu, a przy okazji jeden z nielicznych (jeśli nie jedyny) tamtejszych zespołów, który jest wzorem do naśladowania dla wielu młodych brutalistów okupujących piwnice całego świata. Ten status nie wziął się naturalnie znikąd. O ile jeszcze ich demówki nie były czymś wyjątkowo powalającym, to już wybuchowy debiut "Planisphærium" — jak na największy wyziew z tej części Europy przystało — ostro namieszał w łepetynie niejednego maniaka czystej ekstremy. Wprawdzie mnie ta płyta nie sprowadziła do parteru ani za pierwszym ani za setnym przesłuchaniem, ale nie potrafię przejść obok niej obojętnie, bo zawiera naprawdę porządną dawkę chaotycznego nakurwiania na najwyższych obrotach. Przy okazji tego całego zgiełku warto zwrócić szczególną uwagę na duże umiejętności techniczne Hiszpanów, a już zwłaszcza perkusisty.