facebook
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rock. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rock. Pokaż wszystkie posty

8 października 2014

Kat & Roman Kostrzewski – Buk – Akustycznie [2014]

Kat & Roman Kostrzewski - Buk - Akustycznie recenzja okładka review cover
Korespondencyjny pojedynek Kata Kostrzewskiego z Katem Luczyka? Pojedynek na odgrzewane na akustycznym ogniu kotlety... Tak to niestety wygląda. O czystość intencji twórców "Buk – Akustycznie" nawet nie próbuję podejrzewać, w żaden zbieg okoliczności nie uwierzę i takiej naciąganej inicjatywy absolutnie nie popieram. Od początku do końca bowiem ten album wygląda na prztyczek w nos/manifest – "potrafimy, kurwa, lepiej". No i cóż, obiektywnie jest to płyta lepsza od "Acoustic – 8 Filmów" — prawdziwym wyzwaniem było by stworzenie czegoś gorszego i bardziej pokracznego — jednak tak samo niepotrzebna. Przy całym moim uwielbieniu dla historii Kata, wolałbym żeby obaj Panowie uczciwie wzięli się za nowe porywające utwory, nie zaś babrali w dawanie nowego życia szlagierom sprzed zdecydowanie zbyt wielu lat.

26 lipca 2014

Mastodon – Once More 'Round The Sun [2014]

Mastodon - Once More 'Round The Sun recenzja okładka review cover
To aż nieprawdopodobne, że od wydania przełomowego dla Mastodon "The Hunter" minęły już trzy lata. Przez ten czas ta kapitalna płytka absolutnie nic dla mnie nie straciła ze swojej świeżości i ciągle słuchałem jej z taką samą podnietą, jak na początku. Jednocześnie zachodziłem w głowę, co też ciekawego muzycy zaproponują na kolejnym materiale, bo wszelkie zajawki — z 'High Road' na czele — brzmiały niezwykle obiecująco. Doczekałem się i przy pierwszej okazji włączyłem "Once More 'Round The Sun" do swojej kolekcji. Nie było tanio (Empik ssie), ale na pewno było warto! O nowym otwarciu i wielkim zaskoczeniu nie mogło być wprawdzie mowy — bo i po cholerę zmieniać coś, co się tak dobrze sprawdza — jednak porcja hitów w znanym stylu, jaką wysmażyli Amerykanie, powinna bez trudu zaspokoić apetyty nawet najbardziej wymagających melomanów.

26 lutego 2014

Cynic – Kindly Bent To Free Us [2014]

Cynic - Kindly Bent To Free Us recenzja okładka review cover
Druga płyta Cynic ukazała się w 2008 roku i z miejsca rozczarowała słuchaczy zakochanych w doskonałym i przede wszystkim nowatorskim debiucie. Fala krytyki była zasłużona, jednak to nie dało do myślenia Masvidalowi, który zamiast pójść po rozum do głowy i zakończyć ten kabaret z elementami groteski, wziął się za regularne wydawanie pod tą legendarną nazwą jeszcze większych i jeszcze bardziej dobijających zapchajdziur-wysysaczy kasy. Tak dotarliśmy do chwili obecnej, do longpleja numer trzy, który bez wysiłku i naprawdę szczerze można pochwalić wyłącznie za oprawę graficzną autorstwa nieżyjącego już niestety Roberta Venosy. Muzycznie mamy ciąg dalszy załamującego zjazdu na dupie po równi pochyłej w odmęty efemerycznego, rozmemłanego nie wiadomo czego i nie wiadomo dla kogo.

14 lutego 2014

Ayreon – The Theory Of Everything [2013]

Ayreon - The Theory of Everything recenzja okładka review cover
Płytkę tę możecie śmiało zapodać swoim starszym, o ile jeszcze żyją oczywiście. I pod warunkiem, że wciąż mają ochotę na dobrą muzykę. Ale kluczowym warunkiem jest to, by w czasach kiedy byli w wieku, w jakim wy teraz jesteście, ślinili się do zachodnich, imperialistycznych kapel pokroju King Crimson, Yes, Emerson, Lake & Palmer, tudzież Genesis. Czyli mieli słabość do rocka, w dodatku tego bardziej progresywnego i psychodelicznego. Tym razem bowiem set gwiazd sproszonych do udziału w najnowszym przedsięwzięciu Lucassena, wraz ze swoimi talentami, pojawił się w studio z Geriavitem i wnuczętami. Ale set to jest doprawdy wyborny. Nawet mniej obeznani z muzyką lat 70tych i 80tych nie przejdą obok takich nazwisk jak Emerson, Wakemann, bądź bardziej współczesny Rudes obojętnie. Trudno się więc dziwić, że muzyka na albumie nie tyle trąci, co jest żywcem przeniesiona z tamtych lat, na prawo i lewo sprzedając psychodelę i organy Hammonda.

23 czerwca 2013

The Dillinger Escape Plan – One Of Us Is The Killer [2013]

The Dillinger Escape Plan - One Of Us Is The Killer recenzja okładka review cover
Bez rewolty, ale z jajami – tak pokrótce można opisać piąty duży krążek The Dillinger Escape Plan, liderów wszystkiego, co załapuje się pod math-core. Chwalenie tego nietuzinkowego zespołu przychodzi mi bez wysiłku, ale nie ma się czemu dziwić, bo po raz kolejny dostarczyli światu solidną porcję kapitalnych utworów. Ba! Piosenek, bo Amerykanie wzorem (?) Mastodon postawili na ogromną przebojowość i niezwykłą przystępność nowej muzyki, czyniąc ją wyraźnie prostszą, taką lajtową i 'listener-friendly'. I wcale nie pierdolę tu od rzeczy, zaślepiony uwielbieniem dla tej kapeli! O ile na poprzednich krążkach ewidentnych hiciorów było w porywach do trzech, to na "One Of Us Is The Killer" przynajmniej połowa kawałków wpada w ucho przy pierwszym przesłuchaniu (a taki 'Nothing's Funny' chwytliwością bije wszelkie rekordy), a po paru kolejnych – takich przebojów wyłania się już osiem.

23 marca 2013

Cynic – The Portal Tapes [2012]

Cynic - The Portal Tapes recenzja okładka review cover
Złodziejstwo. Złodziejstwo i głupota. Nie wiem, jak inaczej nazwać tęże zagrywkę Masvidala, bo że to on stoi za tym przedsięwzięciem, jestem raczej pewien. Ale mogę przeprosić jakby co. Złodziejstwo i głupota połączone z draństwem w postaci dalszej destrukcji legendy Cynic. Trudno mi było wybaczyć "Traced in Air", jeszcze trudniej przychodzi mi zrozumieć po jakiego chuja wygrzebał Paul Portalowego trupa z szafy i przyodział go w nowe szaty. Comeback Cynica okazał się porażką, która powinna definitywnie (choć niestety w słabym stylu) zamknąć także zatytułowany rozdział w historii muzyki metalowej. To kurwa nie!, trzeba było przebrandować Portal na Cynic i z kretesem pogrzebać resztki godności. Coś musiało być na rzeczy dwadzieścia lat temu, skoro zdecydowano się wydać materiał pod nową marką, choć z oryginalnego składu "Focusa" brakowało jedynie Malone’a.

5 marca 2012

The Dillinger Escape Plan – Option Paralysis [2010]

The Dillinger Escape Plan - Option Paralysis recenzja okładka review cover
Jak to miło, gdy wszystko jest tak klarowne, jak w przypadku "Option Paralysis"! Czwarta płyta The Dillinger Escape Plan to strzał w dziesiątkę (w tym taką, jak poniżej), przy czym ta konstatacja nie wymaga nawet jednego pełnego przesłuchania albumu. Amerykanie zaczynają zajebiście już od pierwszych dzikich dźwięków 'Farewell, Mona Lisa', a później ten poziom tylko utrzymują – aż do zaprawionego bluesem 'Parasitic Twins'. Żeby to się chociaż dało do czegoś przypieprzyć, ale nie – wszystko jest tip-top! Jestem przekonany, że spora w tym zasługa przeogromnej przystępności materiału, której w tym wypadku absolutnie nie powinno się utożsamiać z pójściem w prostotę czy wymięknięciem podmiotów grających. Na "Option Paralysis" także te najbardziej zawiłe i ekstremalne fragmenty mają w sobie dość lekkości, żeby je szybko zapamiętać i zwyczajnie się nimi cieszyć. Dzięki temu czas z płytą upływa błyskawicznie

20 lutego 2012

Morgoth – Feel Sorry For The Fanatic [1996]

Morgoth - Feel Sorry For The Fanatic recenzja okładka review cover
Ostatni album Morgoth nie cieszy się wśród fanów specjalną estymą, a zdecydowana większość uważa go za zwyczajne, niewarte splunięcia gówno. Nie zdziwiłbym się wcale, gdyby wielu spośród tych ludzi w ogóle "Feel Sorry For The Fanatic" nie słyszało, a wybitnie krytyczna ocena całości produkowana była tylko na podstawie bardzo nietypowej okładki, która z death metalem nie ma nic wspólnego. To ostatnie nawet jest na miejscu, bo i sam materiał również nie ma z tą muzyką punktów wspólnych, ale to akurat nie powinno dziwić nikogo, kto zaznajomił się z wcześniejszymi płytami Niemców. Morgoth poszli (pognali) do przodu z eksperymentami tak daleko, że wyszedł im z tego zmetalizowany rock z elektronicznymi/industrialnymi dodatkami i tylko majaczącymi w oddali pozostałościami po "Odium". Ostro, prawda? Efekt tej całej ewolucji to... kopiące i przebojowe rockowe kawałki, których na płycie jest dziewięć.

5 stycznia 2012

ICS Vortex – Storm Seeker [2011]

ICS Vortex - Storm Seeker recenzja okładka review cover
Kolega sympatyczny ICS Vortex pozazdrościł swojemu towarzyszowi w metalowej niedoli Ihsahnowi kariery solowej oraz — idącej za nią — sławy i wystartował z własnym pomysłem, zatytułowanym, dla niepoznaki, ICS Vortex. Każdy, kto jest jako tako rozeznany w norweskiej scenie okołoblackowej, zna jegomościa Vortexa i wie do czego jest zdolny. I choćby się człek zapierał rękami i nogami i szczerze nie znosił pobratymców pani Bjoergen, musi mi przyznać rację – ten chłop potrafi śpiewać. A jeśli nie przyzna mi racji, to i słuch ma jak osioł wdzięk i gust jak Nergal włosy. Nie muszę dodawać, że tak pierwsze, jak i drugie znaczy, że żaden. Nie znaczy to jednak wcale, że każdy kto choćby nawet dobrze potrafił śpiewać, musi czuć się w obowiązku doposażania świata w kolejny zestaw dźwięków. Bo poza umiejętnościami należy mieć co przekazać, a z tym jest — nie ma co owijać w bawełnę — umiarkowanie. Oczywiście zatwardziali fani Borknagar i Arcturus będą wniebowzięci, reszta może czuć jednak pewne znużenie w miarę rozwijania się albumu.

5 listopada 2011

Lou Reed & Metallica – Lulu [2011]

Lou Reed & Metallica - Lulu recenzja okładka review cover
To nie jest Metallica, to nie jest Metallica – powtarzałem sobie dla nabrania odwagi przez pierwsze minuty "Lulu"... A potem mi przeszło i rozważania, czym jest, a czym nie jest ten album odłożyłem na bliżej nieokreślone nigdy. Mogłem sobie na to pozwolić, bo — w czym zapewne będę odosobniony — rezultat współpracy Reeda i Metallicy uważam za naprawdę dobry. Dziwny, odważny, denerwujący, ale ciągle dobry. Niewykluczone, że ma to jakiś związek z tym, iż przemawia przeze mnie kompletna ignorancja, bo nie wiem za bardzo, kto to taki ten Lou Reed i czego wielkiego w życiu dokonał – koleś wygląda jak średnio zaawansowany Keith Richards, coś tam potrafi brzdąknąć na gitarze, a wokalista jest z niego dość tragiczny, żeby nie powiedzieć – żaden. Pal licho tę klasyczną rockową aparycję i raczej nieznaczące partie instrumentalne w jego wykonaniu – tu o głos się rozchodzi.

20 października 2011

Mastodon – The Hunter [2011]

Mastodon - The Hunter recenzja okładka review cover
Uh, Amerykanie już na dobre poszli w komerchę. Na "The Hunter" zagrali jeszcze łagodniej i prościej niż to miało miejsce na "Crack The Skye", a całość doprawili wpływami bujanego southern rocka, żeby żaden redneck nie mógł się tej płycie oprzeć. Do tego natrzaskali aż trzynaście stosunkowo krótkich piosenek, bo to daje większe szanse na zmajstrowanie góry teledysków, niż gdyby kawałków znowu było siedem. Komercha pełną gębą, jak w mordę jeża! No, ale niech je kręcą, nawet hurtowo – na zdrowie, ja i tak jestem kupiony bez takich wspomagaczy, bo jakby Mastodon nie pitolił, to klasy i olbrzymich umiejętności odmówić im nie mogę, nie potrafię, nie chcę. Tym bardziej, że nowy materiał jest więcej niż zajebisty – jajcarski, mega przebojowy, odrobinkę zadziorny (ukłon, ale nie taki japoński, w kierunku "Leviathan"), idealnie brzmiący, doskonale zagrany (perkusja!) i w końcu kapitalnie zaśpiewany (perkusista!).

29 września 2010

The Dillinger Escape Plan – Ire Works [2007]

The Dillinger Escape Plan - Ire Works recenzja okładka review cover
Bardzo ciekawie miksowały się moje odczucia względem "Ire Works" podczas pierwszego odsłuchu zaraz po premierze płytki – na zmianę pojawiały się refleksje, że "to już było", które po chwili ustępowały miejsca "a to coś nowego". Czyżby więc The Dillinger Escape Plan zaczęli zjadać swój ogon? Nic podobnego! To po prostu wypracowany i szybko rozpoznawalny styl Amerykanów. Powtarzają się tylko w jednym – ich krążki za każdym razem powalają. Nie inaczej jest z tym albumem – utwory skrzą się od połączenia skrajnie różnych pomysłów, są wyładowane sprzecznymi emocjami i dalekie od banału. Podobnie jak na "Miss Machine", tak i tym razem obok fragmentów ziejących brutalnością zafundowano trochę odjazdów w kierunku muzyki stosunkowo łagodnej. Wszystkie te elementy są jednak tak wymieszane, że nie jestem w stanie nawet w przybliżeniu powiedzieć jakie są proporcje. Cokolwiek by muzycy nie wyczyniali, brzmi to świeżo i cholernie atrakcyjnie.

24 marca 2010

The Dillinger Escape Plan – Miss Machine [2004]

The Dillinger Escape Plan - Miss Machine recenzja okładka review cover
Amerykańscy popaprańcy przy pierwszym — dodam, że szybkim — kontakcie z "Miss Machine" niczym specjalnym mnie nie zaskoczyli. Dopiero spokojne przebrnięcie przez całość uświadomiło mi fakt, że oto obcuję z wyjątkową płytą. Muzykę na tym albumie określiłbym nieco dziwnym mianem 'free-grind'. Wprawdzie bazą wyjściową jest (choć w sumie cholera wie, co im w tych krótkowłosych łbach siedzi) właśnie grindowy łomot, to fragmentów, gdzie mamy do czynienia z sieką stricte grindowej proweniencji nie ma aż tylu, ilu można by się spodziewać. Upraszczając: nie napierdalają non stop, choć z boku tak to może wyglądać. Dostajemy za to elementy niemal żywcem wyjęte z produkcji hard core, przebojowego rocka, jazzu, czy też... hmm... lajtowej alternatywy (?!), które sprawnie wpleciono w konkretnie popieprzoną, połamaną całość. The Dillinger Escape Plan to zespół świetnych instrumentalistów, którzy w żaden sposób nie mają zamiaru się ograniczać i znakomicie odnajdują się w każdym granym przez siebie gatunku.