facebook

29 maja 2013

Incubus – Beyond The Unknown [1990]

Incubus - Beyond The Unknown recenzja okładka review cover
Po sukcesie znakomitego debiutu po będący na fali wznoszącej Incubus swe macki wyciągnęli włodarze rosnącego w siłę Nuclear Blast. To właśnie dla Niemców powstał poniekąd przełomowy "Beyond The Unknown". Czy jest to album lepszy od poprzednika? Tu zdania są podzielone, choć nie wynika to na pewno z jakości samej muzyki. Chodzi o to, że obie płyty zagrane są w nieco innym stylu, może i bez kolosalnych różnic, ale akurat te szczegóły mogą przeważyć, która z nich zostanie faworytem. Dla mnie, choć po chwili zastanowienia, minimalną przewagę ma jednak "Serpent Temptation", ale zaznaczam – oba krążki są świetne i oba po prostu muszą się podobać. Druga płyta braci Howard (mimo iż skład mieli trzyosobowy, we dwóch zarejestrowali wszystkie instrumenty) jest materiałem ukierunkowanym na molestującą słuchacza brutalność i niebywały jak na tamte czasy ciężar.

26 maja 2013

Beyond Creation – The Aura [2011]

Beyond Creation - The Aura recenzja okładka review cover
Gdyby ktoś sprzedał mi to wydawnictwo mówiąc, że to najnowszy krążek Augury, nie zdziwiłbym się specjalnie. Trochę zasmucił, ale nie zdziwił. Nie zdziwił, bo "The Aura" brzmi cholernie podobnie do "Fragmentary Evidence" – gęste, raczej monolityczne struktury, rejestry średnie i w dół, komplikacja na poziomi kostki Rubika 6x6x6, Forest na basie, trudne tematy, słowem to, czym Augury stało na longpleju z 2009. Nie znaczy to oczywiście, i nie to miałem na myśli, że BC zerżnęło Augury, znaczy to natomiast, że nie potrzeba Sherlocka Holmesa, żeby wskazać na źródło inspiracji. Sęk w tym, że — jak w znakomitej większości przypadków — naśladowcom brakuje tego, w czym ich idole byli dobrzy. Bo mimo iż trudno nie słyszeć podobieństw, kilka istotnych różnic tam, gdzie siedzi diabeł, jest. Monolityczne – tak, ale BC zapomniało chyba, że warto czasami wpuścić nieco powietrza do pokoju, by się nie udusić.

23 maja 2013

Immolation – Kingdom Of Conspiracy [2013]

Immolation - Kingdom Of Conspiracy recenzja okładka review cover
Naprawdę trudno się do tego przed sobą i światem przyznać, ale pierwsze zajawki "Kingdom Of Conspiracy" nie nastroiły mnie zbyt optymistycznie. Zarówno okładka jak i brzmienie garów pozostawiały sporo do życzenia, a do premiery albumu poprawie mogło ulec najwyżej jedno. No i cóż, dźwięk zestawu Steve’a jest lepszy, choć moim zdaniem można było uzyskać nieco mocniejszy i mniej sterylny, aby perkusja (a zwłaszcza werbel) nie traciła nic na wykopie przy potędze zajebiście ciężkich gitar – udało się na "Majesty And Decay", więc nie wiem czemu nie tym razem. Naturalnie realizacja studyjna trzyma wysoki poziom, mimo iż do ideału trochę brakuje – może i niewiele, ale jednak. Znacznie gorzej jest z muzyką... Nigdy bym nie uwierzył, że Immolation nagrają słaby album, nie dałbym też tego sobie wmówić, ale po kilkudziesięciu przesłuchaniach wychodzi mi na to — i co gorsza nie jestem w tej opinii odosobniony — że Immolation zwyczajnie stworzyli na potrzeby tej płyty zestaw dziesięciu standardowych utworów w stylu Immolation...

20 maja 2013

Aspid – Extravasation [1992]

Aspid - Extravasation recenzja okładka review cover
Jeśli miałbym wskazać Rosyjską kapelę, która nagrywa muzykę tak dobrą, że niejednokrotnie bijącą uznane, legendarne, Zachodnie marki, to wskazałbym na Aspid. Nie na Hieronymusa, choć "Artificial Emotions" trafił mnie z siłą wodospadu z reklamy Corega Tabs. To właśnie ta, szerzej (a nawet węziej) nieznana kapelka, nagrała krążek, który, jak równy między równymi, umieszczam na półce obok płyt Atheist, jedynego, sensownego Cynica, Sadist, Death, Nocturnus, wybranych Pestilence, Coronera, Watchtower i kilku, raczej mniej niż więcej, innych kapel. Nagrany w 1992 roku "Extravasation" to kwintesencja technicznego death/thrashu: czysta, nieskażona zbędnymi wpływami moc, agresja, wirtuozeria i kompozytorski geniusz.

17 maja 2013

Antropomorphia – Evangelivm Nekromantia [2012]

Antropomorphia - Evangelivm Nekromantia recenzja okładka review cover
Stała się rzecz niesamowita, niepojęta, zaskakująca – w Metal Blade wreszcie podpisali (przez pomyłkę?) kontrakt z wartościowym zespołem! Nie jest to i być nie może kolejny młodzieżowo-trendowy szit dla zapatrzonych w technikę i ilość strun, bo muzycy zreformowanego Antropomorphia mają swoje lata, a ich kapela zaliczyła zdaje się więcej upadków niż wzlotów. Holendrzy dopiero teraz, z błogosławieństwem dużego wydawcy, mają okazję — coś mi podpowiada, że bardziej w teorii niż realną — dotrzeć do sporego grona odbiorców muzyki brutalnej i przestarzałej zarazem. Żeby niepotrzebnie nie owijać w bawełnę – "Evangelivm Nekromantia" powinni się poważnie zainteresować przede wszystkim miłośnicy klasycznego europejskiego death metalu, zwłaszcza motorycznych szwedzkich, holenderskich i brytyjskich brzmień utożsamianych w szczególności z Bolt Thrower, Asphyx, Grave, Gorefest, Hail Of Bullets, Bloodbath, Benediction, Carnage...

14 maja 2013

Heathen – The Evolution Of Chaos [2009]

Heathen - The Evolution Of Chaos recenzja okładka review cover
Przygodę z trzecim z wielkiej trójcy amerykańskiego speed/thrash – Heathen śmiało można zacząć od końca. Zresztą prawda jest taka, że za który krążek byście się nie wzięli, za każdym razem otrzymacie uderzeniową dawkę tego, co w gatunku najlepsze: karkołomnych prędkości, pierwotnej energii, nieprzeciętnej techniki i bezdennych pokładów melodyjności. No cóż, nie każdemu to się podoba – nie każdemu musi. Zawsze można słuchać Pussycat Dolls, Majki Jeżowskiej albo Sunn O))). Tym, którym wspomniane wyżej elementy pasują jak Gołocie pizda pod okiem – zapraszam do recenzji. Pewną ciekawostką jest fakt, iż ostatni, a opisywany dziś album, dzieli od poprzedniego 18 lat, co oznacza ni mniej, ni więcej jak come-back. Niektórym się udaje, co należy jednak traktować jako wyjątek. Już się na ten temat wypowiedziałem wielokrotnie, zainteresowanych odsyłam do literatury [Wolf Spider – Feniks], nie ma więc potrzeby powtarzać się. Trochę za to poględzę o muzyce.

11 maja 2013

Neuraxis – Asylon [2011]

Neuraxis - Asylon recenzja okładka review cover
Zbierałem się do tej recki od wielu miesięcy, miesiące zamieniły się w lata, a ja ciągle zebrać się nie mogłem. Bo tak na dobrą sprawę, po cholerę ją pisać? To, że Kanadyjczycy — z wymienioną sekcją rytmiczną — nagrali kolejny doskonały album, to oczywista oczywistość nie podlegająca kontestacji. Neuraxis to dla mnie obecnie jeden z dwóch-trzech zespołów, na których mogę w pełni polegać, że mnie nie zawiodą, i że nawet na milimetr nie obniżą swojego zajebiście wysokiego, a nieosiągalnego dla innych poziomu. Stąd też fakt, że "Asylon" jest albumem ze wszech miar wybornym, potwierdzającym klasę kapeli, zupełnie nie mógł mnie zaskoczyć. Tak miało być od początku i już! Toteż przyjąłem to jako... oczywistą oczywistość. W końcu to Neuraxis! Tak w ogóle, to przez pewien czas nawet próbowałem wymyślać na siłę jakieś braki tego materiału, żeby znowu nie wystawić maksymalnej oceny,

8 maja 2013

Menthrass – Dark Passenger [2013]

Menthrass - Dark Passenger recenzja okładka review cover
Artystyczny, bo niestety na pewno nie rynkowy, debiut katowickich trushersów z Menthrass to cztery krwiste jak stek Burneiki, motoryczne niczym teoretyczny harley Lemmy’ego Kilmistera kawałki czerpiące garściami z dorobku takich tuz jak Exodus, Anthrax, Slayer i kilku innych thrash/groove metalowych wyziewów. Muszę przyznać, że spędziłem nad tym 20-minutowym wydawnictwem całe godziny i był to czas spędzony bardzo mile. W przeciwieństwie do niektórych innych polskich epek AD 2013. Już od początku słychać, że chłopaki poszli na całość i napierdalają radosne rytmy z wdziękiem młodej panny a doświadczeniem wiekowej kurwy wędrowniczki. Nie ma opierdalania – że tak pojadę Burneiką. Raper bije agresywnie i bezkompromisowo, jest przy tym zajebiście rytmiczny i żywy – motoryka idealna do nakurwiania cabanem i robienia zamieszania pod sceną. Dawno nie słyszałem tak energetycznego thrashu.

5 maja 2013

Forbidden – Omega Wave [2010]

Forbidden - Omega Wave recenzja okładka review cover
Analizując powierzchownie krótkotrwały powrót Forbidden do grania i jego konsekwencję w postaci "Omega Wave", dochodzę do wniosku, że Amerykanie zebrali się do kupy tylko w jednym celu – żeby pokazać młodszym, kto tu rządzi. A zrobili to tak dosadnie i z takim rozmachem, że i paru podobnym im dziadkom pewnie sztuczne zęby zazgrzytały z zazdrości w szklankach. Klasa tej płyty, jakość muzyki na niej zawartej jest niepodważalna i budzi w pełni zasłużony respekt. Oczywiście od strony technicznej, kompozytorskiej czy brzmieniowej należało się po nich spodziewać wyłącznie znakomitości ocierających się o imponderabilia – z tego wywiązali się z nawiązką, bo materiał urywa dupę w każdym z tych elementów. Jeszcze większe wrażenie robią świeżość, energetyczność i zaangażowanie, jakie biją od tych weteranów.

2 maja 2013

Allegaeon – Formshifter [2012]

Allegaeon - Formshifter recenzja okładka review cover
Ujmując sprawę w telegraficznym skrócie stwierdzam, że wydawnictwo rozczarowuje. Po raz kolejny okazuje się, że książki nie powinno oceniać się po okładce, bo można się mocno przejechać. Ja się przejechałem, niestety nie w tą stronę, co chciałem. A było to tak. Nie pamiętam już gdzie i kiedy, najpewniej z pół roku temu na youtube, natknąłem się na utwór pt. "Iconic Images", który zrobił na mnie piorunujące wrażenie. Tak dobrego, żywego, mocnego a jednocześnie melodyjnego, perfekcyjnie odegranego technicznego melo deathu nie słyszałem od czasów wczesnego Arsis. Ach ta motoryka, te riffy, ach jaka solówka – gitary najzajebistsze z zajebistych, ochy i achy na prawo i lewo. Oceniając po kawałku – album roku jak w mordę strzelił. Tak właśnie wtedy myślałem i byłem gotów dać się pokroić za to. I dziś pisałbym tą reckę niespiesznie rzucając palcami o klawiaturę.