26 maja 2013

Beyond Creation – The Aura [2011]

Beyond Creation - The Aura recenzja okładka review coverGdyby ktoś sprzedał mi to wydawnictwo mówiąc, że to najnowszy krążek Augury, nie zdziwiłbym się specjalnie. Trochę zasmucił, ale nie zdziwił. Nie zdziwił, bo "The Aura" brzmi cholernie podobnie do "Fragmentary Evidence" – gęste, raczej monolityczne struktury, rejestry średnie i w dół, komplikacja na poziomi kostki Rubika 6x6x6, Forest na basie, trudne tematy, słowem to, czym Augury stało na longpleju z 2009. Nie znaczy to oczywiście, i nie to miałem na myśli, że BC zerżnęło Augury, znaczy to natomiast, że nie potrzeba Sherlocka Holmesa, żeby wskazać na źródło inspiracji. Sęk w tym, że — jak w znakomitej większości przypadków — naśladowcom brakuje tego, w czym ich idole byli dobrzy. Bo mimo iż trudno nie słyszeć podobieństw, kilka istotnych różnic tam, gdzie siedzi diabeł, jest. Monolityczne – tak, ale BC zapomniało chyba, że warto czasami wpuścić nieco powietrza do pokoju, by się nie udusić. Dobrze też czasami zrobić wycieczkę w wyższe rejestry, nie tylko po to, by urozmaicić muzykę, ale także po to, by ją zróżnicować i dodać cech szczególnych poszczególnym utworom. A tak, wszystko jest w podobnych klimatach, podobnych rejestrach, trudno o wyróżniki, których trzeba szukać z podziwu godną determinacją. Dla upartych, a ja jestem bardzo uparty, satysfakcja z dotarcia do samego dna jest dzika, ale wielu odpuści po drugim okrążeniu. Dalej – komplikacja. Sporo ostatnio głosów krytyki wędruje pod adresem młodych, gniewnych, wielostrunowych. Uwagę tę można odnieść także do BC, choć tylko po części. Do takich masturbantów jak Brain Drill tudzież Viraemia to jednak im sporo – koncept jakiś w muzyce jest, nie tylko bezmyślna technika. Więc tu raczej na plus. Kolejna sprawa to Forest. Ujmę to tak: gość jest nieziemsko dobry, kłopot z takimi polega na tym, że trudno ich poskromić. Beyond Creation czasami się udaje, a czasami nie i Forest zawłaszcza moment jak typowy "bohater drugiego planu". Tematyka trudna i ambitna to akurat dobrze, bo od picia, flakach bądź szatana też trzeba czasami odpocząć. Nim przejdę do podsumowania, trochę słodzenia. Póki co, z tego co napisałem, wynika, że kapela uderza w średnią. I tak w zasadzie jest, ale jest to wyższa średnia. Przy całej swojej homogeniczności, warto się wsłuchać w pracę gitarzystów, którzy kilkakrotnie wyczarowują riffy tak kosmiczne, że powinni oczekiwać zaproszenia od NASA. Całkiem dobrze nakurwia też gardłowy, który sprawnie i zaangażowaniem rynkowej przekupy ryczy kolejne wersy. Dobrze mieć takiego u siebie, trzeba tylko pamiętać, by na przyszłość urozmaicić mu nieco robotę. Może trochę szeptów, może umie śpiewać – warto sprawdzić, bo chłop wydaje się mocno w temacie. Można też zaprosić kogoś do współpracy, bo przyznam, że czegoś na kształt "The Lair of Purity" brakuje mi jak Chio Extra Wurzig. Mogło być lepiej – tak brzmi mój werdykt. Chłopaki pokazali, że potrafią grać, teraz czas przenieść ciężar z formy na treść. I tego im życzę.


ocena: 7,5/10
deaf
oficjalny profil MySpace: www.myspace.com/beyondcreationofficial

inne płyty tego wykonawcy:

podobne płyty:




Udostępnij:

0 komentarze:

Prześlij komentarz