facebook
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Włochy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Włochy. Pokaż wszystkie posty

25 sierpnia 2017

Antropofagus – Methods Of Resurrection Through Evisceration [2017]

Antropofagus - Methods Of Resurrection Through Evisceration recenzja okładka review cover
O naiwny ja! Liczyłem, że po udanym powrocie na scenę Antropofagus wykorzysta swoją drugą szansę i już na stałe zagości wśród wielkich włoskiego death metalu, a tu dupa. Coś poszło nie tak i następcę "Architecture Of Lust" dostaliśmy dopiero po pięciu latach oczekiwania, więc zespół musi praktycznie od początku budować swoją reputację porządnego napierdalatora. Dodatkowa trudność polega na tym, że Antropofagus na "Methods Of Resurrection Through Evisceration" to trochę inna grupa niż na poprzedniku – bardziej surowa, obskurna i podziemna; bliższa Septycal Gorge czy Putridity aniżeli Hour Of Penance i Hideous Divinity, z którymi wcześniej mieli dużo wspólnego. Dla niektórych taka metamorfoza/uwstecznienie może być problemem, ale zaręczam, że warto poświęcić tej płycie trochę czasu i się w nią odpowiednio wgryźć, bo to wygrzew na naprawdę wysokim poziomie.

28 lipca 2017

Logic Of Denial – Aftermath [2017]

Logic Of Denial - Aftermath recenzja okładka review cover
Logic Of Denial mimo dużych chęci nigdy nie byli istotnym ogniwem włoskiego death metalu. Na swoje nieszczęście nie mogli tego zrzucić na niezrozumienie, światowy spisek czy brak szczęścia. Nie, po prostu zawsze prezentowali zbyt niski poziom, żeby ktokolwiek się z nimi liczył. Teraz Włosi powracają po czteroletniej przerwie ze swoim trzecim longiem, podzielonym na trzy 'rozdziały' "Aftermath". Udało mi się przebrnąć przez ten album kilkadziesiąt razy i nie mam wątpliwości, że to ich najlepszy, najbardziej dopracowany i kopiący materiał. Jednocześnie jestem nieświęcie przekonany, że nie przysporzy im ani wielkiej kasy ani nagłego wzrostu popularności – co najwyżej będą częściej brani pod uwagę jako lokalny support dla kogoś z wyższej półki. Tak to widzę.

9 kwietnia 2017

Hour Of Penance – Cast The First Stone [2017]

Hour Of Penance - Cast The First Stone recenzja okładka review cover
Kurwica człowieka bierze na myśl o tym, co jest w stanie wykrakać swoją głupią gadaniną/pisaniną. Wystarczyło raz palnąć coś o wymiękaniu Hour Of Penance, a niedługo później taki "Cast The First Stone" daje realne podstawy, żeby się nad tym już poważnie zastanowić. Ech... Należę do osobników, którzy nie mieli większych problemów z poprzednim krążkiem, rozbudowanym ponad miarę "Regicide", niemniej jednak traktowałem go raczej jako jednorazowy wybryk, skok w bok — ku większemu zróżnicowaniu — po którym Włosi wrócą do brutalnej i zajebiście szybkiej sieczki. Nie wrócili, a "Cast The First Stone" — w stosunku do możliwości zespołu — jest albumem nieprzesadnie dopierdolonym. Dominują tu przede wszystkim średnie tempa, zaś samobójcze blasty, z których przecież słynęli, pojawiają się tylko sporadycznie – choćby w 'Cast The First Stone' czy 'The Chains Of Misdeed'.

25 grudnia 2016

Blasphemer – Ritual Theophagy [2016]

Blasphemer - Ritual Theophagy recenzja okładka review cover
Nigdy nie miałem styczności z debiutem Blasphemer, wiec nie wiem, co początkowo sobą prezentowali, ale wydana 6 lat temu króciutka epka "Devouring Deception" była już czymś, co pozwoliło mi zwrócić na nich uwagę. Teraz nadszedł czas drugiego albumu, który jest materiałem dojrzalszym i jeszcze ciekawszym. Włosi wprawdzie nie grają niczego, czego byśmy już nie słyszeli z Półwyspu Apenińskiego, wyróżniają się za to większym zaangażowaniem ideologicznym. "Ritual Theophagy" to brutalny i dość techniczny death metal — który niedaleko pada od Septycal Gorge czy Inherit Disease — z pozytywnym antychrześcijańskim przesłaniem na poziomie wczesnego Deicide. W końcu nazwa do czegoś zobowiązuje! Miła to odmiana po tych wszystkich gore’owych historyjkach albo pseudofilozoficznym bełkocie, który nic nie wnosi.

14 września 2016

Deceptionist – Initializing Irreversible Process [2016]

Deceptionist - Initializing Irreversible Process recenzja okładka review cover
Przez kilka ostatnich lat włoskie kapele z kręgu brutalnego i technicznego death metalu rozmnażały się głównie przez pączkowanie według schematu: bierzemy kogoś z epizodem w Hour Of Penance w CV i dobieramy mu kolegów. Teraz, jak widać na przykładzie Deceptionist, cały proces zszedł o poziom niżej: bierze się kogoś z epizodem w zespole "wypączkowanym" z Hour Of Penance w CV i dobiera się mu kolegów. W przypadku Deceptionist punktem wyjścia (dosłownie) dla obu gitarniaków był jako tako znany Hideous Divinity – można było zatem w ciemno zakładać, że panowie warsztat mają co najmniej niezły. I mają, trochę gorzej jest u nich za to z talentem kompozytorskim. Co ciekawe, wbrew pozorom bohaterowie tej recki nie zebrali się do kupy, żeby grać to samo, co w poprzedniej kapeli i zamiast uwielbienia dla Nile na "Initializing Irreversible Process" słychać raczej objawy zapatrzenia w nowsze produkcje Deeds Of Flesh i Arkaik.

27 sierpnia 2016

Suicidal Causticity – The Spiritual Decline [2013]

Suicidal Causticity - The Spiritual Decline recenzja okładka review cover
Debiutujące kapele zazwyczaj robią wszystko, co w ich mocy, aby tylko jakoś się wyróżnić na tle innych, żeby zostać zapamiętanym... Suicidal Causticity na to nie wpadli. Logo: 'nowoczesne' i kompletnie nieczytelne krzaki. Okładka: niewyraźna paciajka, z której ciężko cokolwiek wyodrębnić – niech was nie zwiodą zdjęcia w necie, w realu jest jeszcze ciemniejsza. Zaś na samym krążku bardziej uwypuklono logo wydawcy, Ghastly Music, aniżeli nazwę kapeli i tytuł płyty. Na oprawie graficznej problemy z rozpoznawalnością się nie kończą, bo początek "The Spiritual Decline" to czystej wody ithyphallic death metal, o którym swego czasu bredził okrąglutki Karl Sanders. Gdyby ktoś nie łapał tego głupawego terminu – nie raz i nie dwa jedzie tu Nilem na kilometr.

25 czerwca 2016

Sickening – The Beyond [2015]

Sickening - The Beyond recenzja okładka review cover
Jeśli komuś jeszcze mało brutalnego amerykańskiego death metalu we włoskim wydaniu, to polecam poświęcić trochę uwagi trzeciej płycie pochodzącego z Florencji Sickening. Jak szybko się zorientujecie, kolesie w żadnym wypadku nie odkrywają gatunku na nowo, a skupiają się bardziej na poprawnym interpretowaniu schematów, które 20-25 lat wcześniej dali światu mistrzowie z Suffocation. Skojarzenia z autorami "Pierced From Within" pojawiają się tu praktycznie na każdym kroku, jednak nie są jedynym, co Sickening mają do zaoferowania, choć nie ukrywam, że stanowią poważny procent zawartości "The Beyond". W każdym razie mamy raczej do czynienia ze zdolnym uczniem aniżeli pospolitym zapatrzonym w idoli klonem.

18 czerwca 2016

Putridity – Ignominious Atonement [2015]

Putridity - Ignominious Atonement recenzja okładka review cover
Kiedyś już zdarzyło mi się polecać album trzeci Septycal Gorge fanom zawiedzionym nowym obliczem Hour Of Penance, natomiast teraz gorąco zachęcam do zapoznania się z "Ignominious Atonement" wszystkich tych, dla których "Scourge Of The Formless Breed" to niegodna uszu lajtowizna, a dokonania Wormed czy Defeated Sanity są zbyt wypolerowane. Putridity proponują wyłącznie totalnie brutalny death’owy nakurw w typowo podziemnej oprawie – gęsty, surowy, odpychający i bez najmniejszych urozmaiceń czy ozdobników. Zawartość tej jakże krótkiej (26 minut) płyty sprowadza się do raczej jednowymiarowej i morderczo intensywnej jazdy na najwyższych obrotach, u podstaw której leżą nabijane maniakalnie blasty, ciągłe pochody centralek (nawet w stosunkowo wolnym 'Mortifying Carnality' Davide Billia nie oszczędza dolnych kończyn), drenujące czachę riffy (w typie Disgorge na ostrym speedzie) i kompletnie nieczytelne wokale.

13 kwietnia 2016

Vomit The Soul – Portraits Of Inhuman Abominations [2005]

Vomit The Soul - Portraits Of Inhuman Abominations recenzja okładka review cover
Kiedy zespół zapożycza sobie nazwę z kawałka Cannibal Corpse, to nie należy się spodziewać, że zależy mu na ululaniu słuchacza swą radosną twórczością. No i cóż, Vomit The Soul specjalnie (a w zasadzie w ogóle) się nie pierdolą w subtelności, grzejąc pozbawiony ozdobników (nie licząc dwuminutowego outra), zupełnie nieoryginalny brutal death metalowy łomot, w którym wszechobecne są wpływy Disgorge, Defeated Sanity i Devourment. Miazga w tym stylu stanowi pewnie jakieś 90% "Portraits Of Inhuman Abominations", ale Włosi nie ograniczają się tylko do takiego dopierdalania, bo na krążku trafiają się również fragmenty nieco bardziej ambitne i zakręcone, kiedy do głosu dochodzą fascynacje starszymi albumami Deeds Of Flesh i Dying Fetus.

25 marca 2016

Fleshgod Apocalypse – King [2016]

Fleshgod Apocalypse - King recenzja okładka review cover
Kilka, może kilkanaście miesięcy temu Włosi przekonywali w wywiadach, że przystępując do pracy nad "King", obrali sobie za cel stworzenie albumu rozbudowanego, bombastycznego, doskonale łączącego symfoniczny rozmach i death metalowe wyziewy – takiego, który wyrywa słuchacza z butów i pozostawia go z rozdziawioną paszczą. Niestety, muzycy przecenili własne umiejętności i dość boleśnie wyjebali się na ambitnych planach. Wzięli dużo czego popadnie, wrzucili do jednego worka, wstrząsnęli, zamieszali i po prostu przedobrzyli. W rezultacie powstała płyta, która fanów poprzednich wydawnictw zupełnie nie ruszy, może ich co najwyżej wymęczyć tym, czego słuchać nie chcieli. Jednakowoż, mimo wszystko, ta sama płyta powinna zapewnić zespołowi całkiem przyzwoitą pozycję na najbliższym Wacken...

6 marca 2016

Sadist – Hyaena [2015]

Sadist - Hyaena recenzja okładka review cover
Podobno człowiek jest w stanie przyzwyczaić się niemal do wszystkiego. Ba, nie tylko przyzwyczaić, ale nawet polubić. Potrzeba jedynie czasu i wytrwałości. A czasami karabinu – vide syndrom Sztokholmski. Wspominam o tym dlatego, że nie do końca wiem jak ocenić (wysoko, kurwa! – przyp. demo) najnowsze dziecko legendy włoskiego grania, czyli oczywiście Sadista, zatytułowanego "Hyaena". Po dłuższym zastanowieniu dochodzę do wniosku, że w grę wchodzą dwie opcje: (1) bardzo trudna miłość, bądź właśnie (2) przyzwyczajenie. Pozwólcie, że rozwinę. Pierwsze podejście do "Hieny" zakończyło się w połowie albumu, ponieważ nie dałem rady zdzierżyć już kolejnych dźwięków. Ale czegóż to nie robi się dla sławy i pieniędzy, więc po kilkudniowym odpoczynku przyszedł czas na kolejne podejście.

29 sierpnia 2015

Septycal Gorge – Scourge Of The Formless Breed [2014]

Septycal Gorge - Scourge Of The Formless Breed recenzja okładka review cover
Jakkolwiek absurdalnie by to nie brzmiało, pojawiają się już głosy jakoby Hour Of Penance zaczęli... wymiękać. Nawet gdyby było w tym ziarno prawdy, to wszystkich rozczarowanych ostatnimi dokonaniami ekipy z Rzymu zachęcam do zapoznania się z trzecim krążkiem ich kolegów z północy Włoch – Septycal Gorge. "Scourge Of The Formless Breed" to niewiele ponad pół godziny pierwszorzędnego wyziewu w stylu charakterystycznym już dla kapel z Półwyspu Apenińskiego – a mowa oczywiście o brutalnym i technicznym death metalu. Młócka zawarta na płycie została sporządzona według najlepszych wzorców (lokalnych i tych zza oceanu), a przy okazji wykonana bez zarzutu, przez co wchodzi za pierwszym razem i bez popitki.

2 marca 2015

Unbirth – Deracinated Celestial Oligarchy [2013]

Unbirth - Deracinated Celestial Oligarchy recenzja okładka review cover
Na początku mojego krótkiego wywodu na temat "Deracinated Celestial Oligarchy" pozwolę sobie strzelić — być może i dziwną, ale trzymająca się kupy — konstatację, że Włosi stworzyli na tym albumie coś na kształt brutalnego death metalu dla mas. Z boku może to naprawdę głupio wyglądać, jednak wszystkie elementy kreacji Unbirth prowadzą do takiego właśnie wniosku. I żeby była jasność – nie jest to zarzut, a dla zespołu powód do wstydu. W sumie to nawet dobrze, że w tym nurcie pojawiła się wreszcie kapela, od której bez strachu (i obciachu!) można zacząć przygodę z takimi wyziewami. Zacząć i prędko nie skończyć, bo od Unbirth do Suffocation, potem Disavowed, potem Disgorge — i tak dalej i tak dalej... — droga wcale nie jest daleka. Innymi słowy, dzięki debiutowi Unbirth można się w ten hałas wkręcić.

20 października 2014

Fleshgod Apocalypse – Mafia [2010]

Fleshgod Apocalypse - Mafia recenzja okładka review cover
Niektórzy naukowcy przekonują, że gdzieś tam w kosmosie istnieją osobnicy, których olśnił debiut Fleshgod Apocalypse. Ja tego za bardzo nie kminię, bo choć niezła to była płytka — szybka i brutalna — to na kolana przed nią nie padłem. Co innego w przypadku wydanej rok później epki. Żartuję, "Mafia" także nie jest materiałem godnym ukwieconej kapliczki i pochodów majowych, ale w stosunku do poprzedzającego ją longpleja jest bardziej dopracowana, zwarta, lepiej kopie i stanowi przyjemny powiew świeżości, nie tylko na włoskiej scenie. Wrażenia po wysłuchaniu tych 24 minut są zatem więcej niż pozytywne, bo skład, który się pod nimi podpisał (choć oficjalnie jeszcze nie do końca ukonstytuowany), wykonał swoją robotę precyzyjnie i z pełnym zaangażowaniem. Co ważne, słychać tu kilka nowinek (choćby czyste wokale) i zalążki własnego, niekiedy imponującego stylu.

26 stycznia 2014

Hateful – Epilogue Of Masquerade [2013]

Hateful - Epilogue Of Masquerade recenzja okładka review cover
Recka będzie ekspresowa, bez niepotrzebnego wdawania się w szczegóły. Kapel szybszych, brutalniejszych, bardziej technicznych i lepiej brzmiących od Hateful na świecie nie brakuje. Ba! Jest ich całkiem sporo, nawet we Włoszech. Mimo to "Epilogue Of Masquerade" ma w sobie jakiś haczyk, który sprawia, że tej półgodzinnej płytki słucha się co najmniej dobrze i z dużą ochotą. Co to dokładnie jest? Cholerka, trudno powiedzieć. Może banalny fakt, że proporcje wymienionych na początku składników — plus szczypta nienachalnych melodii — są bardzo starannie dobrane, a kawałki sporządzone według takiej, bądź co bądź umiarkowanej (jakkolwiek ciągle pierońsko dalekiej od pedalstwa i pitolenia), receptury z łatwością lokują się na dłużej między uszami.

8 września 2013

Fleshgod Apocalypse – Labyrinth [2013]

Fleshgod Apocalypse - Labyrinth recenzja
Podołali! Sensacja paru ostatnich lat — a przynajmniej od wydania epki — jaką bez wątpienia jest Fleshgod Apocalypse, uderzyła wreszcie ze swoim trzecim i — uwaga spoiler — zarazem najlepszym krążkiem. "Labyrinth" został najprawdopodobniej zbudowany w oparciu o skądinąd słuszną w przypadku symfonicznego death metalu ideę "większy rozmach i więcej wszystkiego", co się tyczy zwłaszcza najbardziej charakterystycznych cech zespołu. Nie da się ukryć, że na "Agony" orkiestracje były raczej dodatkiem do ściany blastów i ogólnej rzezi. Na nowym krążku ich rola jest już donioślejsza, są w pełni integralną częścią utworów, bowiem położono większy nacisk na ich współpracę z death metalowym trzonem muzyki. Teraz te dwa elementy przeplatają się na wszystkie sposoby, dzięki czemu całość nabrała fajnej głębi i nie jest aż tak bardzo schematyczna, jak na poprzedniku.

23 lutego 2013

Antropofagus – Architecture Of Lust [2012]

Antropofagus - Architecture Of Lust recenzja okładka review cover
Ożywienie we włoskim death metalu, jakiego jesteśmy od paru lat świadkami, przynosi coraz ciekawsze rezultaty, bo obok całej masy stosunkowo nowych, głodnych sukcesów kapel wypływają i takie, dla których wcześniej los nie był łaskawy i bynajmniej świata nie zawojowały. Do tej drugiej grupy można zaliczyć pochodzący z Genoi Antropofagus, o którym przy okazji debiutu z 1999 chyba nie słyszałem, a który wówczas długo nie pograł. Po długiej przerwie Włosi (w nowym składzie) postanowili o sobie przypomnieć, a zrobili to, możecie mi wierzyć, na najwyższym światowym poziomie i w stylu obecnie typowym dla swoich rodaków i 2/3 Europy – nowoczesnym technicznym amerykańskim death metalu zagranym bez litości dla narządów słuchu. Ta płyta to cholernie nieoryginalna, ale za to momentami okrutnie intensywna, perfidna rzeźnia, w której niczego nie pozostawiono przypadkowi.

29 października 2012

Hour Of Penance – Sedition [2012]

Hour Of Penance - Sedition recenzja okładka review cover
Tego można było się po nich spodziewać! Choć może inaczej – JA właśnie tego od nich oczekiwałem, zwłaszcza po tym, jak zaostrzyli mi apetyt zagranym w nowym składzie (który do tej chwili i tak się zmienił – u nich to norma) wybornym koncertem w Katowicach. "Sedition" to pół godziny (intro tradycyjnie można pominąć, bo nic nie wnosi) super intensywnej, bezlitosnej, podanej bez skrupułów miazgi, która żadnego fana zajebiście brutalnego death metalu nie powinna pozostawić obojętnym. Ale, ale – nie jestem jednak wcale przekonany, że każdy wielbiciel wybornej "Paradogma" będzie tym materiałem zachwycony. Muzyka na piątym albumie Włochów została bowiem niemal całkowicie odarta z bardziej klimatycznych (czyli stricte Nile-owskiego pochodzenia) momentów, zmieniła się ilość i charakter melodii, a samych zwolnień jest jak na lekarstwo.

5 października 2012

Blessed Dead – Sick Human Essence [2012]

Blessed Dead - Sick Human Essence recenzja okładka review cover
Swoisty renesans death metalu we Włoszech musiał pociągnąć za sobą falę grup pokroju Blessed Dead, którzy to jeszcze zbyt wiele nie mają do powiedzenia, ale szerzej zaistnieć już by chcieli. Opisywany materiał w normalnych warunkach powinien robić za pierwszą, nieśmiałą demówkę, a czynienie z tego oficjalnego wydawnictwa jest pewną przesadą. Tu nawet nie chodzi o to, że grają jakoś wyjątkowo koszmarnie — bo nie grają — co po prostu przeciętnie i wtórnie do bulu (i nadzieji). Jest to muzyka do tego stopnia oklepana i pozbawiona własnej tożsamości, że obcując z 'Mental Collapse' i 'Evocation From The Unconscious Void' byłem nieświęcie przekonany, że te kawałki słyszałem już kilka lat temu u paru innych zespołów...

11 marca 2012

Resurrecturis – Non Voglio Morire [2009]

Resurrecturis - Non Voglio Morire recenzja okładka review cover
Włosi chyba mają słabość do różnej maści muzycznych dziwadeł, bo podejrzanie często wypływają stamtąd kolejne kapele, z którymi jest coś nie teges. Resurrecturis należy właśnie do takiej kategorii, choć początek "Non Voglio Morire" niczego takiego nie zwiastuje. Trzy pierwsze kawałki (interludium pomijam, bo niczego nie wnosi i szybko się o nim zapomina) to rozważnie potraktowany death metal – szybki, ciężki i agresywny, czyli dokładnie taki, jakiego oczekuje się od ludzi odpowiedzialnych za piosenkę 'Fuck Face'. Granie bez przebłysków, ale jak najbardziej do zaakceptowania. Cuda zaczynają się dziać dopiero od 'The Artist', który jest jakimś kulawym gotyckim gównem z niby posępnymi czystymi wokalami, elektronicznym syfem w tle i fatalnie piejącym babonem. To kurestwo robi tak potężne wrażenie, że za pierwszym razem musiałem się upewnić, czy przypadkiem sprzęt nie sprawił mi psikusa i nie przełączył muzyki na jakieś wypociny dla mentalnych cip.