2 kwietnia 2010

Nile – Those Whom The Gods Detest [2009]

Nile - Those Whom The Gods Detest recenzja okładka review coverWracamy z mocą i od razu jebnięciem z grubej rury. Nile, po dość przeciętnym (czyli słabym jak na swoje warunki) "Ithyphallic", nagrał album, który z czystym sumieniem można nazwać dobrym i uznać za krok we właściwą stronę. Ograne po tysiąckroć, przemielone i przeżute do utraty smaku patenty, od których wręcz roił się "Ithyphallic", rozcieńczono i użyto tylko tyle, by wciąż było jasnym, że gra Nile. Mówiąc wprost – dali sobie spokój z rzężeniem i sraniem po kątach. Wyzbywszy się większości przynudnawych zagrywek, zaserwowali album pełen wigoru, agresji i wręcz młodzieńczej radości. Łeb macha się sam – tyle tu zgrabnych i rytmicznych riffów. Pozytywnie zaskakuje niespotykana od lat melodyjność aranżacji. Jeszcze większym zaskoczeniem jest pewna behemotowatość muzyki – jakkolwiek niedorzecznie i niewiarygodnie to brzmi, tak właśnie jest. Ową behemotowatość słychać już w pierwszych sekundach, przewija się ona także tu i tam przez cały krążek i idealnie wpasowuje się w 'nowy' styl Amerykańców. Czyżby mistrzowie zaczęli się uczyć od uczniów? Jak by nie było, miks starego z nowym brzmi naprawdę solidnie i wnosi do typowo nile’owych brzmień podmuch świeżości. Nie powinni się jednak załamywać ci, którzy przywykli do 'starego' Nile’a, nie zabrakło bowiem żadnego z tradycyjnie (pseudo)egipskich elementów, na których od lat bazowali. Jak już wspomniałem – rzecz rozbija się o ich umiejętny dobór i sensowne wykorzystanie. Nile nadal jest sobą, tyle, że jest szybszy, bardziej melodyjny i nowocześniejszy (niż "Ithyphallic"). Generalnie – mocniej też daje po mordzie i łatwiej wchodzi, choć prawie godzina materiału może odstraszać. Ale zapewniam was, iż nie jest to godzina stracona, tym bardziej, że jest kilka rasowych przebojów: "Kafir", "Permitting the Noble Dead...", "Kem Khefa Kheshef", "The Eye of Ra", "Iskander Dhul Kharnon". Kilka, czyli połowa albumu. Byłbym zapomniał o solówkach – urywają jaja, tyle w nich zajebistości, a opener do ostatniego tracka cudownie pachnie Beckerem. I to chyba na tyle. Dobranoc.


ocena: 8,5/10
deaf
oficjalna strona: www.nile-official.com

inne płyty tego wykonawcy:

podobne płyty:

Udostępnij:

3 komentarze:

  1. behemotowatość muzyki... proszę. A ja myślałem że behemoth jest najlowaty.

    OdpowiedzUsuń
  2. hmm... proszę, a ja myślałem, że napisałem to klarownie
    deaf

    OdpowiedzUsuń
  3. Z oceną w ogóle się nie zgadzam bo to powinno być 9,5 lub nawet 10... Zagrali świetny materiał, który trzyma się kupy i ma niezłe pierdolnięcie.

    to powiedziałem ja -
    multics

    OdpowiedzUsuń