Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książka. Pokaż wszystkie posty

31 sierpnia 2011

HR Giger – ARH+ [2005]

HR Giger - ARH+ recenzjaWprawdzie ta książka nie ma nic wspólnego z muzyką, ale już widzę te niezdrowo zainteresowane gęby zwabione nazwiskiem i bezeceństwami na okładce. Przed wami bogato ilustrowana (nie mogło być inaczej!) autobiografia mistrza pogiętych piekielnych wizji, zdobywcy Oscara i miłośnika szelek – Hansa Rudolfa Gigera. Z tej dość krótkiej publikacji zadowoleni będą zarówno ci, którzy chcą się dowiedzieć czegoś ciekawego o tym wybitnym artyście, bo Giger (albo po polskiemu: Gajger – jak ten od licznika promieniowania, hehe) nie szczędzi wspomnień i anegdot, jak i ci, którym zależy tylko na 'obrazkach', bo reprodukcji jego dzieł — obrazów (także w różnych stadiach powstawania), rzeźb, szkiców, itd. — jest tu od groma. Rozczarowanie natomiast spotka każdego, kto nastawia na jakieś sensacyjne studium przypadku, odkrywające przed światem dramatyczne początki zwichrowanej wyobraźni autora. Mały, a później młody Giger miał zupełnie dobre (a jak na połowę XX wieku to nawet doskonałe) warunki, by się swobodnie rozwijać w dowolnie wybranym przez siebie kierunku. Żadnych skandali, traumatycznych wydarzeń – po prostu nic. Nawet nie był porządnie bity. Jednak już jeden rzut oka na jego zdjęcia z dzieciństwa (te oczka – Damien z "Omena" się kłania) wystarcza, by zgadywać, że od najmłodszych lat Hans miał coś z deklem, co musiało wykiełkować na etapie narodzin, albo jeszcze wcześniej. Później w jego życiu pojawiały się elementy wyłącznie wzmacniające to odchylenie: gołe baby, jazz, Lovecraft, Dali, gołe baby... Dowiecie się także, jak niewiele trzeba, by człowiek oskarżany o promowanie pornografii dorobił się własnych tematycznych barów. Nie ma sensu, żebym zdradzał więcej, bo choć "ARH+" to lektura na jeden letni wieczór, to wraca się do niej wyjątkowo często.


demo
wydawca: www.tmc.com.pl
Udostępnij:

23 marca 2010

Mudrain Albert – Wybierając śmierć. Niewiarygodna historia death metalu i grindcore’a [2007]

Mudrain Albert - Wybierając śmierć. Niewiarygodna historia death metalu i grindcore’a recenzjaPodtytuł tej książki brzmi dość poważnie i rozbudza nadzieje na coś naprawdę wielkiego, ale jej objętość boleśnie sprowadza człowieka na ziemię. Idea rzetelnego spisania dziejów tych wspaniałych i jakże inspirujących gatunków jest godna pochwały, choć do ideału w typie kompendium sporo zabrakło. Jednak jako, że jest to chyba pierwsza taka publikacja, można potraktować ją trochę łagodniej. Pisząc o rozwoju obu gatunków, autor skupił się bardziej na biografiach prekursorów grind core’a i death metalu. Owszem, jest tu krótkie wprowadzenie o punku, ale dalej już Albert Mudrain leci kurczowo trzymając się kilku zespołów, które — co nie ulega wątpliwości — znacząco wpłynęły na tą muzykę, ale nie były przecież jedynymi. Dopiero od takich opowiastek robi skoki w bok, w celu przybliżenia konkretnych zjawisk. Ma to swoje plusy. Przede wszystkim taka taktyka pozwala zachować dużą przejrzystość – bez ciągłego skakania po kontynentach tylko po to, żeby nie pominąć żadnej kapeli, która w jakimś garażu brzdąkała w podobnych klimatach. W ten sposób jakąś jedną piątą książki poświęcono Napalm Death, co zresztą zrobiono ciekawie, ubarwiając całość licznymi wypowiedziami muzyków. Niewiele mniej mamy o Carcass i Morbid Angel. Wyraźnie mniej miejsca przeznaczono na Death, Obituary, Entombed, Deicide, Terrorizer czy Cannibal Corpse. Szczegółów, zwłaszcza z początkowych lat działalności w najgłębszym podziemiu, jest sporo (mowa o tych największych nazwach), podano je bardzo przystępnie, więc sporo osób powinno mieć z tego niezłą radochę. Ale... gdy ktoś naprawdę interesuje się losami swoich idoli, to wiele nowego się o nich nie dowie. O ile w ogóle. No i albo mi się wydaje, albo niektóre grupy (ich wkład) zostały potraktowane po macoszemu. Można też odnieść wrażenie — co wynika m.in. z wcześniejszej uwagi — że książka była pisana pod (z pomocą?) konkretne wytwórnie: Earache, Relapse i — w dalszej części — Century Media. Nawet Roadrunner, który swego czasu zrobił dla tej muzyki sporo (chodzi o popularyzowanie, nie o wyciskanie kapel), i którego wydawnictwa były bardzo istotne, wymienia się tu jakby z musu. Może wynika to z mojego bardzo odmiennego gustu i spojrzenia na historię, w co jednak wątpię, więc jeszcze do tego wrócę. Liczne wspomnienia wyciągnięte bezpośrednio od muzyków nie są żadnym zaskoczeniem (nie znaczy to, że można je olać), są nim natomiast wynurzenia ludzi związanych z ciemną stroną biznesu, szczególnie Digby’ego Pearsona i Monte Connera – z których wypowiedzi jasno wynika, że dla kasy można zrobić wiele... Kolejnym urozmaiceniem są ulotki i zdjęcia – niestety sporo z tych drugich to doskonale wszystkim znane fotki promocyjne. Dobre tłumaczenie zapewnił Bartosz Donarski, czyli człowiek, który nie tylko potrafi sprawnie pisać, ale i o temacie ma wiedzę należytą, więc bzdur by nie przepuścił. Ciekawym pomysłem było dorzucenie na końcu płytowego niezbędnika. Chwalę pomysł, bo zawartość tego dodatku jest co najmniej kontrowersyjna. I to w obie strony – brakuje bowiem wielu naprawdę istotnych płyt (a nawet zespołów!), a wymieniono kilka kompletnych nieporozumień (jak choćby Opeth, In Flames, Zyklon). Zatem i w tym miejscu węszyłbym spisek wytwórni. Czas na podsumowanko. Książka wprawdzie nie jest opasła, ale dość przyjemna – taka akurat, żeby sobie coś przypomnieć. No i chyba skierowano ją do młodszych fanów metalu, którzy chcieliby wiedzieć (i potrafią jako tako czytać) o tej muzyce coś więcej, niż to, co poleci w MTV. Tzw. normalnych ludzi odstraszy częste kurwowanie, więc target tej pozycji jest dość wąski. Kto wie, może dzięki niej coś się ruszy i takie publikacje będziemy dostawać co roku.


demo
wydawca: www.kagra.com.pl
Udostępnij: