26 czerwca 2011

My Dying Bride – Evinta [2011]

My Dying Bride - Evinta recenzja okładka review coverJubileuszowe wydawnictwa My Dying Bride zawsze się wyróżniają i zawierają coś zaskakującego, więc nie zaskakuje (sic!) fakt, że tak też jest w przypadku "Evinta". Dwupłytowy (gdyby nie opieszałość dystrybutora, pisałbym teraz o wersji składającej się z trzech krążków) cd-book to prawie 90 minut muzyki odwołującej się w poszczególnych utworach do różnych etapów z bogatej historii zespołu. Nie jest to jednak żadna kompilacja (tego nawet najwierniejsi fani mogliby im nie wybaczyć), ani też hiciorski medley, którego spodziewałem się po pierwszych wzmiankach na temat koncepcji tego albumu. Na "Evinta" składa się dosłownie kilka motywów zaczerpniętych choćby z "Turn Loose The Swans", "The Angel And The Dark River", "Like Gods Of The Sun", "The Light At The End Of The World" czy "Songs Of Darkness, Words Of Light". I są to wyłącznie najspokojniejsze fragmenty z tych płyt. Podano je oczywiście w nieco zmienionych aranżacjach oraz 'obudowano' tak, że trwają po kilka-kilkanaście minut, ale każdy średnio zorientowany fan szybko się w tym połapie. Muzyka doskonale komponuje się z grafiką, w jaką została zapakowana – jest prosta, ascetyczna, minimalistyczna, stonowana, niezwykle klimatyczna... Toteż materiał jest bliższy ambientowi i muzyce poważnej niż jakiejkolwiek odmianie rocka. Dźwięki płynące z albumu są ciche i nieco leniwe – mają zdecydowanie charakter kontemplacyjno-relaksacyjny aniżeli rozrywkowy. Utwory sączą się jeden po drugim, nic się właściwie nie dzieje, a mimo to trudno uznać "Evinta" za materiał nudny. Nie wiem, jak to zrobili, ale udało im się utrzymać moją uwagę przy użyciu najprostszych patentów. Pewnym urozmaiceniem, a zarazem dodatkową atrakcją są z pewnością motywy przypominające swą dramaturgią twórczość Preisnera – docenią je na pewno miłośnicy "Podwójnego życia Weroniki", bo to pierwsze skojarzenie po ich usłyszeniu. Żeby nie było, że nie ostrzegałem – na płytach nie znajdziecie ani jednej przesterowanej nuty, czy momentu, który można by podciągnąć pod 'mocne uderzenie' – są tu tylko czyste wokale (w tym kobiecy), pianino, skrzypce, wiolonczela, klawisze oraz kilka uderzeń perkusji. Tylko tyle, a w zupełności wystarcza. Jako odpoczynek po Autopsy czy Origin "Evinta" sprawdza się wyśmienicie, ale miejcie świadomość, że pobrykać przy tej muzyce się nie da.


ocena: -
demo
oficjalna strona: www.mydyingbride.net

inne płyty tego wykonawcy:

Udostępnij:

0 komentarze:

Prześlij komentarz