23 marca 2010

Summoning – Minas Morgul [1995]

Summoning - Minas Morgul recenzja okładka review coverTym albumem Summoning narodził się po raz drugi. Sporo się zmieniło: ze składu wykopano bębniarza Trifixiona, którego zastąpił automat, poprawiono też brzmienie, które w końcu przestało przypominać bzyczenie komara w studni nagrane na Kasprzaku. Największą jednak zmianą było odejście od stylu prezentowanego na poprzednim "Lugburz" – surowego, trzeszczącego i trochę komicznego blacku (posłuchajcie sobie "Where Winters Forever Cry" i spróbujcie się nie roześmiać). Wraz z "Minas Morgul" narodził się Summoning jakim go znamy do dziś – epicki, bombastyczny black, podpadający niekiedy pod dark ambient. Trzeba jednak pamiętać, że od wydania "Lugburz" minęło ledwie kilka miesięcy i w muzyce nadal słychać wiele pozostałości po tym pierwotnym okresie. Albumem wciąż rządzą blackowe tremolo, nieludzkie skrzeki i chłodna atmosfera, jednak zmiany, które się dokonały w okresie między oboma wydawnictwami, wpłynęły na zupełnie inny charakter muzyki. "Minas Morgul", pomimo iż jest na wskroś blackowy, jest jednocześnie równie monumentalny i ambientowy. Częstsze wykorzystanie syntezatorów i dźwięków tła, większy nacisk położony na melodię, bardziej zdecydowane eksperymenty z nastrojem i emocjami, a także wykorzystanie samplowanych perkusji, dodało muzyce nowego wymiaru. Jest to pewnym zaskoczeniem, gdyż zwykle przesiadka na automat nie skutkuje niczym pozytywnym. W przypadku Summoning jest zupełnie inaczej – program pozwolił na użycie brzmień zwykle przez metal niewykorzystywanych: dawnych, bojowych i cholernie napuszonych, które wspaniale podbiły — i tak już wysoki — stopień nabzdyczenia. Niemniej jednak należy to poczytywać jako zwrot w dobrym kierunku, bo choć słowa wydają się być nieco pejoratywne, to opisują one prawdziwy przełom i wycieczkę w dziewicze rejony metalu. Summoning, tym razem już jako duet, przeobraził się z surowej, blackmetalowej sieczki (choć z małymi zajawkami) w kapelę świadomą własnych oczekiwań względem tworzonej muzyki. Śmielsze operowanie melodią oraz częstsze wykorzystanie syntezatorów, poprawiły odbiór muzyki, która teraz mogła śmiało wyjść na światło dzienne (co brzmi dość śmiesznie w odniesieniu do blacku). Pewnie część fanów norweskiej zimy i czarno-białych wkładek poczuła się taką zmianą dotknięta i wyrzuciła Summoning poza swój (nie)święty krąg słuchanych kapel, jednak osobiście mam to w dupie. Melodie przestały bawić, zaczęły natomiast płynąć, kreślić fantastyczne wizje, budować nastrój. Mój absolutny faworyt "The Passing of the Grey Company" doskonale prezentuje to, o czym piszę. Utwór ten ukazuje także kolejną zmianę... a właściwie dwie. O pierwszej już pisałem, lecz nie zaszkodzi wspomnieć raz jeszcze. Najpewniej chłopaki doszli do wniosku, że nie będą się bawić w półśrodki, tylko walną z grubej rury i jak już mają się taplać w syntezatorach, to niech to przynajmniej ma ręce i nogi. Powiem więc tak – kawałek ten to absolutnie najdoskonalsze wykorzystanie klawesynowego brzmienia w historii, jest po prostu idealne, cacane i book wie, jakie jeszcze. Druga nowość to długość ścieżki; co prawda na "Lugburz" znalazło się kilku długodystansowców, to dopiero na "MM" długość stała się kolejnym budulcem muzyki. Cały album trwa prawie 70 minut, a kawałków dłuższych niż siedem minut jest cztery, dwa kolejne tylko nieznacznie nie przekraczają tej magicznej granicy. Monumentalność, rozmach, epatowanie wielkością – taki właśnie jest "Minas Morgul". Owa długość ma także wpływ na teatralność albumu oraz jego wielopłaszczyznową strukturę – współistniejące ze sobą wokale, perkusję i gitary oraz elektronikę. Warstwy te przenikają się, zmienia się ich znaczenie, więc czasami utwór będzie krążył wokół linii syntezatora – jak choćby we wspomnianym "The Passing...". Poza nim, jako godne uwagi, poleciłbym jeszcze "Marching Homewards" (imponujący koniec) oraz "Dagor Bragollach" (ponadprzeciętna, jak na album, dynamika i szybkość i przyjemny 'filmowy' rozmach). Podsumuję tak: jeśli lubisz nieśpieszny pompatyczne black a’la Summoning, to album jest dla ciebie. Jeśli jednak męczą cię instrumentalne dłużyzny, skrzeczenie i epicka otoczka, to możesz sobie podarować.


ocena: 8,5/10
deaf
oficjalna strona: www.summoning.info

inne płyty tego wykonawcy:

Udostępnij:

0 komentarze:

Publikowanie komentarza