2 grudnia 2020

Blood Incantation - Hidden History Of The Human Race [2019]

Blood Incantation - Hidden History Of The Human Race recenzja okładka review coverDawno żadna kapela nie zrobiła na w death metalu takiego zamieszania jak Blood Incantation z debiutanckim "Starspawn". Połączenie klasycznego podejścia do grania, kosmicznego klimatu i zaskakujących rozwiązań technicznych musiało robić wrażenie. Nic więc dziwnego, że oczekiwania w stosunku do następcy tego krążka były naprawdę ogromne - nic poniżej płyty dekady nie wchodziło w grę. Stąd też przy pierwszym kontakcie "Hidden History Of The Human Race" okazał się dla mnie pewnym rozczarowaniem, a wszystko to za sprawą riffu żywcem przeniesionego z 'Immortal Rites', który Amerykanie wrzucili na początku 'Slave Species Of The Gods'. Miało być oryginalnie i nietuzinkowo, a tu taki rip off? Cuś jest nie teges... Uprzedzę podsumowanie i już teraz podzielę się refleksją na temat "Hidden History Of The Human Race", którą później spróbuję uzasadnić: Amerykanie nagrali album równie dobry, co "Starspawn", wyraźnie od niego inny, lecz raczej go nieprzewyższający.

Styl zespołu z grubsza pozostał bez zmian - to techniczny death metal z analogowym brzmieniem (tym razem jest potężniejsze), w którym kosmos spotyka się z cuchnącą grzybem piwnicą, a pierwotna brutalność z wyrafinowanymi i subtelnymi melodiami. Słychać postęp, jaki dokonał się u Blood Incantation w ciągu trzech lat dzielących "Hidden History Of The Human Race" od debiutu, każdy element ich muzyki jest lepiej dopracowany - aranżacje są bogatsze i bardziej rozbudowane, a całość jeszcze lepiej się zazębia. Amerykanie w miarę możliwości uciekają od tradycyjnych struktur, unikają powtórzeń i powrotu do wcześniej wykorzystanych motywów. Jeśli mają w zanadrzu jakiś świetny patent, korzystają z niego z umiarem lub wplatają w tło. Takie podejście do komponowania sprawia, że materiał nie jest jednowymiarowy i przewidywalny, a w związku z tym wymaga więcej czasu i przesłuchań, by go należycie dobrze poznać. A czy przez to muzyka staje się trudna w odbiorze - wydaje mi się, że nie. "Hidden History Of The Human Race" śledzi się z przyjemnością i dużym zainteresowaniem, tym bardziej, że muzykom Blood Incantation nie brakuje ani pomysłów ani umiejętności.

Wszystko powyższe składa się na naprawdę doskonały album, który nawet jeśli jest trochę lepszy od "Starspawn", to za mało lepszy, żeby pisać o deklasacji, że pozwolę sobie na taki bełkot. Innymi słowy Blood Incantation zawiesili sobie poprzeczkę baaardzo wysoko, więc teraz wypadałoby, by każda ich kolejna płyta była zdumiewająca, olśniewająca i niepodobna do niczego, co już powstało w death metalu, a "Hidden History Of The Human Race" trochę w tej kwestii brakuje. Drugi minus dotyczy jałowych wypełniaczy, bez których wszystkim żyłoby się lepiej. Na debiucie był to akustyczny instrumental, tutaj - ambienty. Rozwlekły początek 'Inner Paths (To Outer Space)' (przez który numer zbyt wolno się rozkręca) i półtoraminutowa przerwa po pierwszej części 'Awakening From The Dream Of Existence To The Multidimensional Nature Of Our Reality (Mirror Of The Soul)' to elementy całkowice zbędne.

Nie ma sensu jojczyć, bo nie zmieni to faktu, że Blood Incantation już dobili do czołówki death metalu, a "Hidden History Of The Human Race" na pewno trafi do wymagających fanów. Na tę chwilę wystarczy mi, żeby zespół zrezygnował ze wspomnianej waty i rozważył nagrywanie nieco dłuższych płyt. Pełna rekomendacja!


ocena: 9/10
demo
oficjalny profil Facebook: www.facebook.com/astralnecrosis/

podobne płyty:




Udostępnij:

12 komentarzy:

  1. Najbardziej przeceniony zespół ostatnich lat. Ten album nie posiada ciężaru, jest zbyt lekko. Zero jakiegokolwiek klimatu - to tak odnośnie piszących o kosmicznym klimacie. Kosmiczny klimat to był na "The Key".
    Co najbardziej irytuje mnie w Blood Incantation"? Wokale. Idiotyczne wokale, gdzie dominują bezsensowne pojedyncze porykiwania typu aaaa, ijaaaa, uuuuu - przykład w utworze tytułowym z poprzedniej płyty aż 11 (jedenaście) razy "wokalista" paszczą wydaje dźwięki yyyy, uuuu, iaaaa. Bezsens. Na drugiej płycie wokalnie niewiele lepiej, pozawokalnie gorzej.
    Lightowy death metal z takim thrashowym zacięciem jak The Chasm. Albo mówiąc prościej: niczym lekki death wycięty z lat 90. grany przez ludzi, którzy przechrzcili się z thrashu na delikatny death metal.

    OdpowiedzUsuń
  2. ten zespół to chujnia z grzybnią plus kiszone ogóry,album nudny wtórny 4/10

    OdpowiedzUsuń
  3. hellalujah:::
    "(...)porykiwania typu aaaa, ijaaaa, uuuuu(...)" - kurwa, jak można nie lubić "aaaa", "iiaaaa" i "uuuu"? Panie drogi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko co nie jest słowem, wyrazem jest zwyczajnie komiczne. A tytułowy Starspawn to wokalna błazenada:
      tiooo
      aa
      ioooo
      a
      ooooooo
      a
      a
      hej ej
      tiua
      a
      aaaaaaa
      ioooo
      ioo
      a
      Dokładnie takie odgłosy oprócz normalnego tekstu wydaje osoba "wokalista". Taka transkrypcja:)

      Usuń
  4. O jaki smutny metalowy chłopczyk w butkach ortopedycznych się odezwał. Rozumiem że dla Ciebie słynne "urgh" Toma Warriora jest błazenadą, podobnie jak wokale na pierwszych płytach Obituary, gdzie tekstów panowie też nie pisali, tylko John posługiwał się bezsensownymi zbitkami wyrazów i tego typu właśnie pogłosów?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Noszę buty ortopedyczne od urodzenia. Nieładnie tak drwić z osób niepełnosprawnych. Czuję się dyskryminowany.
      Pomówieniem jest określenie "smutny metalowy chłopczyk". Żaden metalowy, to że mam kawałek metalowej szyny w nodze to nie powód do drwin. Ja tego tak nie zostawię!

      Usuń
  5. 19 lat od Śmierci mistrza ,a,jak ktoś ma buuuuuuu dupy niechaj sobie włączy muzykę instrumentalną

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest trochę płyt/zespołów death metalowych, gdzie nie ma miejsca na debilizm.

      Usuń
  6. proszę o 10 nazw takich zespołów gdzie nie ma debilizmów

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W każdym gatunku obok rzeczy ciekawych pełno jest banału i kiczu, tak było w rocku progresywnym, muzyce poważnej, tak jest w death (i w ogóle) metalu.
      Krótka lista szlachetniejszego oblicza death metalu:
      Podstawa-historia: Demilich, Cadaver "...in Pains", przełom: Gorguts od "Obcsury".
      Także: Ulcerate, Zealotry, Setentia, Ingurgating Oblivion ("Vision Vallows...), Ad Nausem, Beneath, Wormed (drugi, trzeci).
      I jeszcze Disgorge us ("Consume the Forsaken"), trzy pierwsze Nile.
      Miało być 10 nazw, jest 12.

      Usuń
  7. demilich ulcerate gorguts dobre,reszta do gazu

    OdpowiedzUsuń