2 września 2010

Therion – Sirius B [2004]

Therion - Sirius B recenzja okładka review coverW ubiegłym roku świętowaliśmy małą rocznicę, rocznicę narodzin pewnych bliźniaków... braci "Lemuria" i "Sirius B". Jest to zjawisko, które w świecie (nie tylko muzycznym, ale także biologicznym) nie zdarza się zbyt często. A gdy już się zdarza, zwiastuje mnóstwo emocji i niezapomnianych przeżyć. Tym większy jest to powód do radości (z owego zjawiska, oczywiście), dlatego solenizantom życzę spokojnego dotrwania do sześćdziesiątki, albo nawet setki, wciąż będąc świeżymi i pełnymi młodzieńczej werwy. We wspomnieniach ojca możemy wyczytać, że na świat przyszły nie bliźniaczki a trojaczki, jakoś tak jednak wyszło, że 'trzeci bliźniak' został jakby ukryty, przeniesiony do cienia – podobno różnił się znacznie od wspomnianego już rodzeństwa. Dumny ojciec — pan Krzysztof — wspomina, że bracia na początku mieli indywidualne rysy, które z czasem jednak uległy rozmyciu i to, co kiedyś było wyraźne, zatarło się. I tak, dość bezpośredni i narowisty "Sirius B" wymienił się kilkoma cechami z bardziej rozwodnionym "Lemuria". Efekt tego jest taki, że bliźniacy stali się bardziej do siebie podobni, za to bardziej zróżnicowani wewnętrznie. Może to i dobrze, że tak się stało, bo teraz niezależnie od tego, za którego bliźniaka się wezmę, słyszę, mniej więcej, to samo. Nie da się jednak ukryć, że "Sirius B" jest nieco większy i bardziej spójny, choć przeglądając jego zawartość można doznać pewnej dezorientacji – a to prawi o Synu Słońca, a to o 'czwartej drodze'. Tego to nawet Kali Yuga nie ogarnie. Tak czy inaczej, i niezależnie od stopnia pomieszania, słucha się tego wyśmienicie. Spróbujcie sami, jeśli jeszcze nie zdążyliście się przekonać. Gurdżijew daje 9. Ja też.


ocena: 9/10
deaf
oficjalna strona: www.megatherion.com

inne płyty tego wykonawcy:

Udostępnij:

0 komentarze:

Publikowanie komentarza