29 stycznia 2014

Transcending Bizarre? – The Four Scissors [2003]

Transcending Bizarre? – The Four Scissors recenzja okładka review cover"The Four Scissors" to, jak każdy inny album Transcending Bizarre?, cholerny hipokryta i przewrotnik. Głaszcze cię po główce z jednej strony, a z drugiej – kradnie cukiery z kieszeni. Odwraca uwagę damskimi wokalami, orkiestracjami i całym tym melodyjnym badziewiem po to tylko, by zafundować siarczystego kopa agresywnej sieczki miedzy poślady. Taki już styl Greków i ich wizytówka, aby wprowadzić możliwie największe zamieszanie i skonfundowanie wśród słuchaczy. "The Four Scissors" to album pełen sprzeczności: łagodne, delikatne jak tembr głosu Krystyny Czubówny pasaże i równie aksamitne wokalizy Marii Preka, a po drugiej stronie barykady – nagłe eksplozje czysto metalowych temp i blackowych wrzasków, poparte kanonadą nad wyraz sprawnie zaprogramowanej perkusji. Skoro już jestem przy garach, to wypada wspomnieć, że album może się poszczycić jednymi z najbardziej naturalnie i prawdziwie brzmiących sekcji perkusyjnych puszczonych z kompa. Mocno trzeba się wsłuchiwać, mocno i długo, bo nie ma tego zbyt wiele, by wychwycić zbyt idealną powtarzalność dźwięków, źródłem której może być tylko program, bo same riffy i ogólnie cała strona kompozycyjna może uchodzić za wzór. Dalej. Interpretacja blacku w wydaniu Transcending Bizarre? aż kipi od elektroniki i sampli, więc nie jest to album dla każdego – co trzeba sobie jasno powiedzieć. Porównując zaawansowanie i rozległość tychże struktur, śmiało mogą Grecy iść w konkury z Arjenem Anthonym Lucassenem, który wprawdzie plumka w powerowych klimatach, ale geniuszu klawiszowo-programistycznego nie można mu odmówić, daleko w tyle pozostawiając zaś co bardziej elektroniczne, a przecież wyborne niejednokrotnie, Samaele i inne Haggardy. Nie zbywa także na gitarach, ani na basie. Mnogość i pełnia stylów wydobywająca się spod palców Liratzakisa oraz Makrantonatisa budują obraz dzieła totalnego, miksującego i wplatającego dosłownie dowolne elementy, które zdaniem muzyków uczynią album lepszym i bardziej nietuzinkowym. Co mnie urzekło, a co może być pewną niespodzianką, to czytelny i selektywnie brzmiący bas, element, który nie jest codziennością w tak przesyconej elektroniką muzyce. Tak jak nie mają Grecy najmniejszych nawet powodów do wstydu za stronę techniczną, gdzie postarali się, by każda dźwięk był odpowiednio nagłośniony i wyeksponowany, a każda sekwencja, riff i motyw dopieszczony do doskonałości, tak nie mają problemów z pomysłami na muzykę. Chłodna, nieco surrealistyczna baśniowość krążka urzeka i trzyma w objęciach przez długie godziny. Do tego te damskie wokale – syreni śpiew wabiący i nęcący na zgubę słuchania tylko tego, jednego albumu, aż do zerzygu. Poezja, dosłownie i w przenośni. Mimo iż stwierdziłem, że album jest raczej dość hermetyczny i budzący mieszane uczucia, uważam jednocześnie, że każdy powinien dać mu szansę. Po to chociażby, by wyrobić własną opinię, bo jestem niemal pewien, że tak jak gusta bywają różne, tak nie sposób nie docenić geniuszu muzyki Transcending Bizarre?. Dla mnie jest bowiem debiut Greków albumem doskonałym.


ocena: 10/10
deaf
oficjalny profil MySpace: www.myspace.com/transcendingbizarre

inne płyty tego wykonawcy:

Udostępnij:

2 komentarze:

  1. Bardzo lubię wasze recenzje, nawet często się z nimi zgadzam, ale zauważyłem, że kompletnie nic nie macie z klasyki wydawanej przez necroharmonic, ani w recenzjach, ani w rekomendacjach.

    Chodzi mi tu głównie o kompilacje: Derkéta - Goddess of Death, Dr. Shrinker - Grotesque Wedlock, Gorement - Darkness of the Dead, Fatal - Retrospective from Hell (zwłaszcza ten zespół uwielbiam), Goreaphobia - Vile Beast of Abomination, Exmortis - Darkened Path Revealed, Interment - Where Death Will Increase oraz
    Crematory - Denial

    Domyślam się, że albo tego nie znacie, albo nie lubicie.

    OdpowiedzUsuń
  2. S sumie nie mam na to odpowiedzi. Do rekomendacji trafiają płytki uprzednio opisane i wycenione odpowiednio wysoko. Na pewno kryterium opisywania nie jest wytwórnia, ale kompilacyjny charakter płytki już może mieć coś do rzeczy, bo trudniej zebrać w sobie chęci do pisania, a i zainteresowanie składakami jest, powiedzmy sobie szczerze, takie se. Trochę podobnie do koncertówek, bo ich mamy zdaje się.... jedną.

    Gorement, jako mój faworyt z tej listy, na pewno kiedyś się pojawi, ale kiedy - to już osobna sprawa.

    Zawsze możesz nas reckowo wspomóc - taki wolontariat to się teraz nawet do cv wpisuje. Mejl jest gdzieś na blogu, a przynajmniej powinien być.

    demo

    OdpowiedzUsuń