26 kwietnia 2011

Vital Remains – Dechristianize [2003]

Vital Remains - Dechristianize recenzja okładka review coverJak łatwo wywnioskować po ocenie, piąty album Vital Remains uważam za mocarną i absolutnie wyjątkową pozycję. Założę się, że macie podobnie. Nie ma w tym wszakże nic dziwnego, bowiem Dechristianize to wybitny death’owy akt, a zarazem kolejny przykład doskonałych możliwości tego zespołu, czy raczej jego filarów w osobach Tonyego Lazaro i Dave’a Suzuki. Płyta powstała w zmienionym już któryś raz składzie: poprzedniego wokalistę zastąpił sam Diabeł pod nieświętą postacią Glena „śmierć chrześcijanom” Bentona. Przyznaję, że byłem pełen obaw właśnie w związku z wokalnym obliczem Vital Remains, bo to, co lider Deicide odstawił na kiepskich — delikatnie rzecz ujmując — „Insineratehymn” i „In Torment In Hell”, w ogóle do mnie nie przemawia. I tu następuje niezłe zaskoczenie, bo odwalił kawał naprawdę wyśmienitej roboty, wyśpiewując liryki Dave’a (świetne swoją drogą) maksymalnie nienawistnie i z pełnym oddaniem sprawie. Co więcej, są to jedne z lepszych partii w jego bezbożnej karierze! O samej muzyce bardzo ciężko pisać, bowiem nie jest to coś, co puszcza się w tle i słucha jednym uchem podczas przepychania kibla. Muzyka na Dechristianize stanowi dowód prawdziwego rozwoju kapeli, kunsztu technicznego i rozpasania aranżacyjnego. Pod tymi względami przebili nawet sławetny „Forever Underground”. Płytę wchłania się z na oścież otwartą gębą i przy pełnym skupieniu: jest wymagająca (kawałki dochodzą nawet do 10 minut), kurewsko brutalna, zaskakująco melodyjna, niezwykle urozmaicona – arcyciekawa. Pomimo, iż to amerykański, ostro i bez litości napierdalający death metal, słychać tym razem także chociażby wpływy szwedzkiej szkoły, czy nawet — co może być dla wielu nie do przyjęcia/przełknięcia — klasycznego heavy metalu („Savior To None… Failure For All…”)! Pięknie! – Inspiracji należy szukać wszędzie, nie tylko pod kamieniami w norweskich lasach i w czechosłowackich strumykach. Zreeesztą, posłuchajcie fenomenalnych solówek w utworze tytułowym, a zrozumiecie, że był to słuszny zabieg. Już dla nich warto kupić Dechristianize za każde pieniądze. Przy całym bogactwie środków w ogóle nie zatraca się spójność materiału, a o to też chodzi. Świetnie wypadają momenty, w których Glen ryczy/skrzeczy na podkładzie cholernie melodyjnych harmonii i równych, utrzymanych w średnich tempach centrali – efekt jest iście diabelski. W co szybszych blastach („Infidel”, „Rush Of Deliverance” – jak się komuś nudzi, to może spróbować policzyć uderzenia w werbel…) człowiek zaczyna doszukiwać się jakiegoś „podkręconego” automatu, bo to już niemożliwa sieczka. I faktycznie, jest to maszyna marki Suzuki, hehe. Partie solowe jak zwykle masakrują swą różnorodnością, jak i „zawirowaniami” stylistycznymi; po prostu urywają łeb równo z dupą. Akustyczne „rademarkowskie” popisy występują jedynie w ostatnim, a zarazem najdłuższym kawałku, genialnym „Entwined By Vengeance”, ale ich wyjebność w pełni wynagradza oczekiwanie. Fajnie wygląda również prezentacja zespołu wewnątrz wkładki – takie „Once Upon The Cross”, hehe… Słabuje tylko brzmienie, ale jak na tak duży materiał i krótki pobyt w studiu, i tak jest dobrze. I podziemnie. Dechristianize to dla mnie największe dzieło Vital Remains – głębokie, bogate, porywające… Powinno, ba!, musi znaleźć się w kolekcji każdego fana brutalnego death metalu - jest nie do podrobienia i nie do podjebania.


ocena: 10/10
demo
oficjalny profil MySpace: www.myspace.com/vitalremains

inne płyty tego wykonawcy:

podobne płyty:

Udostępnij:

0 komentarze:

Prześlij komentarz