4 czerwca 2022

Tenebris – The Odious Progress [1994]

Tenebris - The Odious Progress recenzja okładka review coverZ perspektywy czasu, łódzki Tenebris zaliczył niemały „wstrętny progres” (nawiązując do tytułu płyty). Od rasowego Death Metalu, po szeroko rozumianą muzykę Metalową z elementami, które innym kapelom nie mieszczą się w głowie. Od samego jednak początku słychać, że nie mamy tutaj do czynienia z „kolejną” grupą Death Metalową.

Muzyka ambitna generalnie kojarzy się ludziom z pretensjonalnym bombardowaniem słuchacza zagęszczeniem ciężkostrawnych pomysłów. Tenebris wyszedł z innego założenia i postawił na granie bez kompleksu wyższości, ale zamiast tego subtelnie plotoąc pozornie zagmatwane utwory, w oparciu o niezwykle mroczny klimat. Czyli taką muzykę, jaką tylko Polacy potrafią wysmażyć. Bo moi drodzy czytelnicy, aura tutaj jest naprawdę ciężka i gęsta, prosto z najgłębszych czeluści piekieł, mimo braku blastowania.

Posępnie nastrojone gitary kiepskiej marki grające pogrzebowe riffy tylko wzmagają poczucie dźwiękowej otchłani, w którą grupa wrzuca słuchacza i to bez większego wysiłku. Przez cały czas trwania płyty pojawiają się różnorakie efekty dźwiękowe (np. pioruny, dzwony kościelne), jak i keyboard, stanowiące uzupełnienie atmosfery tajemniczości albumu, nie inaczej jak to się miało w Nocturnusie.

Choć nie nazwałbym stylu tej płyty ani Symphonic, ani Gothic, ani Doom, ani też Prog, to takowe elementy się przewijają pod różnymi postaciami i nie zawsze są one oczywiste. Muzycznie to chciałoby się rzec, że mamy bardziej do czynienia z labiryntowymi dziwactwami, które robił Demilich, choć nie aż tak pokręconymi. Uważam jednak, że przypinanie jakiejkolwiek łatki Tenebrisowi ich deprecjonuje, gdyż mają swoje markowe brzmienie, którego nie da się pomylić z nikim innym.

Jako wizytówkę płyty muszę wymienić, poza otwierającym „In Searches”, takie gwiazdy jak „Quetzalcoatl”, „Ancient Clairvoyance”, lub mój ulubiony „Black Heart”, w którym notabene nagromadzone jest chyba najwięcej pomysłów. Jest też kilka instrumentali i, w przeciwieństwie do większości tego typu zapchajdziur u innych zespołów, stanowią one integralną część płyty, spinając ją w logiczną podróż dźwiękową.

Re-edycja która posiadam (z 2022 r., krakowskiego Defense Records) ma jeszcze jako bonus instrumentalne outro „My Dying Bride”, które nie wydaje mi się być coverem twórczości brytyjskiej legendy o tej samej nazwie (no chyba że bardzo luźnym [Nie tak znowu luźnym, to parodia „Sear Me” – przyp. demo]), zwłaszcza że jest zbyt odjechane gatunkowo, aby miało cokolwiek przypominać, co też chyba stanowi pewien przedsmak kierunku, w którym formacja planowała zmierzać w przyszłości.

Reasumując, dla mnie jest to podstawa podstaw, bez której tak naprawdę trudno mówić o byciu koneserem. Kto tego nie zna, niech się tym nie chwali wszem i wobec, a zamiast tego nadrabia braki.


ocena: 10/10
mutant
oficjalny profil Facebook: www.facebook.com/TenebrisAlpha/

inne płyty tego wykonawcy:

Udostępnij:

1 komentarz:

  1. jedna ważna rzecz, której celowo nie poruszałem w recenzji, a którą bardzo chciałbym dopisać, to fakt że bardzo ciężko było w ogóle w jakikolwiek sposób usłyszeć Tenebrisa, bo nawet jak wiele klasyków Polskiego Death Metalu było zgrywane i wrzucane do sieci, to jakimś trafem o Tenebris trzeba się było czasem prosić. Nie byli też nawet wrzucani na judupa.

    Dla porównania - internet bardzo pomógł w rozpoznawalności Ghost, Necrophil i Morbid Slaughter, a jednocześnie Tenebris tylko się otarł o różnej maści zapaleńców szukających dokładnie takich dźwięków. Było pewne kuriozum, że łatwiej było usłyszeć zgrywkę Schismatic, Vehement Thrower, Violent Dirge, niż Tenebris. Może to zabrzmi śmiesznie, ale ekskluzywność ich materiału nieco zaszkodziła grupie, bo nawet jak wydawali te swoje box sety, to mało kto o nich wiedział, nie mówiąc już o tym jak ciężko było sobie coś takiego zamówić, przy raczkującym kupowaniu przez internet.

    Nie wiem na ile to jest zasługa pandemii, która wymusiła rozwój kurierów i lepsze oferty przesyłek, ale tak naprawdę, dopiero w tym roku (2022) ich dyskografia jest szerzej i łatwiej dostępna. Przez 20 lat znałem ich dyskografię, ale dopiero teraz mogę sobie ich położyć na półce. Brakuje mi jeszcze do kolekcji Catafalque / Comet - może to też się uda wznowić :) ?

    mutant

    OdpowiedzUsuń