28 października 2019

Obscure Infinity – Into The Vortex Of Obscurity [2019]

Obscure Infinity - Into The Vortex Of Obscurity recenzja okładka review coverKiedyś już zaliczyłem przelotny kontakt z twórczością Obscure Infinity, ale nie pozostawił on najmniejszego śladu w mojej pamięci, więc zakładam, że cudów wówczas nie usłyszałem. Minęło kilka lat i ponownie trafiłem na Niemców – tym razem przy okazji "Into The Vortex Of Obscurity". Na pewno grają lepiej niż kiedyś, jednak wciąż w ich muzyce jest coś, co sprawia, że następnej płyty nie będę jakoś szczególnie wypatrywał.

Głównym problemem Obscure Infinity jest dla mnie ich stylistyczne niezdecydowanie i brak spójności tego, co wrzucają do utworów i, globalnie na, cały krążek. Ktoś pewnie mógłby zrobić z tego zaletę typu różnorodność, eklektyczność, ect., ale nie widzę sensu, żeby aż tak naciągać fakty. Na świecie jest masa zespołów, które łączą brutalność i melodyjność w death metalu i wychodzi im to cacy. U Obscure Infinity sprawa wygląda nieco inaczej, bo oni grają albo brutalnie albo melodyjnie, a jeśli te dwa elementy w jakiś (w dodatku sensowny) sposób zazębiają się w ich twórczości, to chyba tylko przez przypadek.

Na "Into The Vortex Of Obscurity" Niemcy przeskakują między naprawdę solidnym grzańskiem (mnie się to najbardziej kojarzy z Vomitory z "Revelation Nausea") a lajtowymi przytupami a’la melodeath z Göteborga circa 1996 z dodatkiem heavy metalu. O ile ta szybka i agresywna strona Obscure Infinity bardzo mi się podoba, tak cała reszta niekiedy przyprawia mnie o drgawki obrzydzenia. Zespół lubi ponieść ambicja i chęć zrobienia czegoś epickiego (może nawet pod Edge Of Sanity), jednak rezultat zawsze jest jakiś dziwny, bo z niewiadomych względów panowie z zamiłowaniem korzystają z rozwiązań, których czas już dawno miną. Naciągany patos, deklamacje, akustycznie plumkanie, płaczliwe klimaty... brrr! A najgorsze są chyba te niedorobione solówki, które nie dość, że w zasadzie do niczego nie pasują, to zagrano je w bardzo osobliwy sposób. Brzmią tak, jakby gitarniakom (czy tam któremuś z nich) w kluczowym momencie brakowało hmm... Pomysłów? Techniki? Strun?

Na koniec dodam tylko, że przez wspomniany brak spójności, kombinowanie na siłę i rozmaite dziwne naleciałości "Into The Vortex Of Obscurity" momentami dłuży się i męczy, choć trwa optymalne 41 minut. Jeśli tylko Obscure Infinity zrozumieją, w czym są dobrzy, to może będą z nich ludzie. Ja daję 7 na zachętę.


ocena: 7/10
demo
oficjalny profil Facebook: www.facebook.com/obscureinfinitygermany
Udostępnij:

0 komentarze:

Prześlij komentarz