10 czerwca 2022

Dark Millennium – Acid River [2022]

Dark Millennium - Acid River recenzja okładka review coverDawno, dawno temu poznałem tą ekipę przy rekomendacjach z rateyourmusic.com, przez co ich nazwa dobrze się mi kojarzyła i gdy ku mojemu zaskoczeniu pojawiły się re-edycje ich starych płyt, co się również zbiegło z reaktywacją grupy, to mogłem sobie przypomnieć o nich na nowo i tym razem porządnie, słuchając ich twórczości od deski do deski.

Zarówno „Midnight in the Void” z 2016 r. (wydany własnym nakładem i nie wiedzieć czemu nie wznowiony oficjalnie), jak i „Where Oceans Collide” z 2018 r. przeszły bez większego echa. Ja sam nie byłem jakoś specjalnie zauroczony tamtymi dokonaniami – wszak kontynuowały raz obraną ścieżkę, ale też nie miały większego polotu.

To i gdy w 2022 r. wyszło najnowsze dziecko formacji, zdziwiłem się lawiną pozytywnych recenzji w internecie. Początkowo myślałem, że może zwiększono budżet na marketing i promocję, ale kiedy tylko doszło do pierwszego odsłuchu, to od razu poczułem, że będę musiał o tym coś skrobnąć.

Gwoli ścisłości, Dark Millennium gra szeroko rozumiany Progresywny Metal, ale bardzo silnie osadzony w charakterystycznym, europejskim Doom/Death i to do tego stopnia, że błędnie myślę o nich jako o Holendrach, zamiast Niemcach. Nie jest to jednak Prog oparty o Jazz i technikalia, a bardziej o europejską muzykę klasyczną typu Beethoven, Mozart.

Acid River z miejsca intryguje formatem – 7 utworów po 7 minut każdy. Okładka ma tytuł płyty napisany do góry nogami, jakby autorzy chcieli, aby słuchacz odwrócił obrazek i odkrywał ukryty symbolizm. I przyznam, że nie wiem o co im chodziło, ale sama muzyka należy do kategorii z tych, które przyjemnie się rozkłada na czynniki pierwsze.

Jako, że recenzja jest już wystarczająco za długa, nie będę się specjalnie rozpisywał nad samymi trackami (mam nadzieję, że to docenicie). Zadowolcie się zamiast tego informacją, że poza szeroką gamą, różnorodnością i głębią utworów, tym co wywyższa ten album nad poprzednikami, jest jego kompaktowość – z płyty na płytę zespół skraca czas trwania swoich krążków, chętniej wyciągając potencjał ze swoich kompozycji, zamiast na siłę upychać jak najwięcej pomysłów. W połączeniu z autentycznym klimatem retro lat ’90 całość bardzo zgrabnie sobie płynie w odtwarzaczu.

Każdemu więc polecam podróż w samodzielne odkrywanie zawartości na własną rękę i jak najbardziej warto poświęcić trochę czasu nad studiowaniem tej muzyki. Inteligentne granie nie tylko dla koneserów.


ocena: 8/10
mutant
oficjalny profil Facebook: www.darkmillennium.de

Udostępnij:

6 komentarzy:

  1. Musisz kiedyś mutant machnąć recke "Diana Read Peace" :) to co tam się dzieje bliskie jest pojebaństw z Phlebotomized czy innego Pan.Thy.Monium, o ile oczywiście lubisz takie pokręcone dźwięki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. skoro prosisz, to zrobię. lubię tą płytę. co natomiast mogę powiedzieć od siebie to tyle, że dla mnie niesamowite jest to, że rzeczy, które słyszałem w latach 2008-2012 teraz mogę sobie kupić na legalu z bonusami.

      Gdy pierwszy raz słyszałem "Diana Read Peace" to w życiu nie myślałem o tym, że kiedyś będę to miał na półce, bo wydawało mi się to zwyczajnie nierealne. Ciągle czekam na mainstreamową re-edycje Infester he he. To dopiero było piekło dźwiękowe.

      Od razu zrobię spoiler i powiem że oceniam Dianę na 9/10, a do 10 zabrakło mi dosłownie kilku elementów. Ale z drugiej strony, mam w zwyczaju zbyt surowo oceniać płyty, bo jestem zachowaczy i nie chcę specjalnie ani za ostro coś oceniać, ani zbytnio wychwalać (choć nie zawsze mi się to udaje).

      Dlatego też nie należy traktować moje ratingi poważnie. wiele moich recek sekretnie oceniam dużo wyżej, ale staram się być sensowny, żeby nie powiedzieć obiektywny, bo wysokie noty zostawiam dla rzeczy, które są w stanie przetrwać mody i czas. A przy tak dużej ilości rzeczy, które są do usłyszenia, wolę aby ludzie poświęcali czas czemuś, co może naprawdę odmienić im życie, niż tylko kolejnemu dobremu albumowi. To jest w ogóle temat na osobną dyskusję, bo jak patrzę na ilość, to się nieraz zastanawiam dla kogo to jest wszystko puszczane w eter. Bo tworzyć to jedno, ja sam tworze sobie dla siebie, a puszczać do kupienia, to drugie, niekoniecznie słuszne.

      Diana ma też błąd, bo dosłownie ktoś kicha/kaszle w którejś sekundzie w którymś utworze pod koniec płyty i remaster tego nie usunął, a o ile pamięć mnie nie myli, było to też w oryginale. Jako ciekawostka, re-edycja Gorement również ma podobny błąd, przy którymś z utworów live na CD 2, gdzie słychać odgłos "standardowego błędu" windowsa, a tamten album był remasterowany przez samego Dana Swano.

      Jedyny album Dark Millennium jakiego nie posiadam, to "Midnight in the Void" z 2016, który został wydany własnym sumptem i nie wiedzieć czemu, Massacre nie raczył tego oficjalnie opublikować.

      To co też jeszcze chciałbym przy okazji dodać, to że DM z płyty na płyty są ewidentnie bardziej pewni swoich mocnych i słabych stron. To nie jest tak, że "Where Oceans Collide" był słaby (też bym pewnie dał 8/10, może 7,5/10 jakbym miał zły dzień), po prostu "Acid Rivers" brzmi jak zespół z pierwszej ligii, który sroce spod ogona nie wypadł.

      W ogóle przy pisaniu recenzji zacząłem bardziej doceniać te zespoły, które zamiast upychać płyty wszystkim co się da, są bardziej selektywnie - kiedyś myślałem na odwrót, że im więcej, tym lepiej.

      Tak więc rozwijam się wraz z moimi reckami. A "Diana Read Peace" będzie. "Into the strange" dawno napisane btw.

      Anyway, dziękuję za komentarz, cieszę się, że przynajmniej ten album zwrócił czyjąś uwagę.

      Phlebothomized uwielbiam btw, Demo ich powrót ocenił bardzo surowo, ale ja mam o nich bardzo bardzo wysokie mniemanie. Niestety, umknęła mi re-edycja ich starych nagrań, mam tylko nowe. Ale wierzę, że zdobędę.

      mr. tant

      Usuń
    2. poprzedni komentarz - rok '22 godzina 22, minut 22 (sekund nie wiadomo) - to znak. a właściwie pakt,

      teraz jak nie napiszę to mnie chyba szlag (dosłownie) trafi

      Usuń
    3. Spoko, zaglądam tu do Was dość regularnie to i dobrze też, jest się podzielić swoimi przemyśleniami w komentach zwłaszcza przy takich albumach.

      Kiedyś się za nich zabiorę, bo pierwsze dwie to naprawdę niedocenione perełki na czele z "Diana...", która nawet dziś brzmi jak totalny odlot. Pozdro

      Usuń
  2. "Ashore..." to była moja płyta roku 1992. Jeszcze na kasetach MG. Ale mi się to wtedy spodobało. Następna płyta OK, dalej już gorzej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nigdy bym cię nie posądził o dobry gust muzyczny

      Usuń