23 lipca 2010

Yattering – Genocide [2003]

Yattering - Genocide recenzja okładka review coverChyba każdy miłośnik death metalu w polskiej odmianie mniej więcej kojarzy, że okres, w którym powstawał materiał na "Genocide" nie był dla Yattering wyjątkowo udany. Płynące z każdej strony szambo mogło pogrzebać zespół — który nota bene sam w tym zamieszaniu nie był bez winy — jeszcze przed wejściem do studia. Te wszystkie zawirowania miały oczywiście wpływ na ostateczny kształt albumu, i tak się ciekawie składa, że wpływ bardzo pozytywny. Płyta pod każdym względem przebija poprzednią, a przy tym jest od niej wyraźnie inna, choć nadal zanurzona w konwencji pojebanego technicznego death metalu, który można stawiać w jednym rzędzie z Gorguts i Cryptopsy. Tak mili państwo, "Genocide" to nie tylko świetny krążek jak na polskie warunki, to jest klasa światowa! Już samo brzmienie przytłacza i pokazuje, że do takiej muzy trzeba fachowca z odpowiednim podejściem, bo inaczej rezultat będzie przypominał "Murder’s Concept" (producenta którego zespół pozwolił sobie gorąco pozdrowić...). Kapitalny jest wyjątkowo wyraźny i gęsty sound gitar – można się delektować każdym szczególikiem bez utraty morderczego ciężaru. Na zmianach zyskała także sekcja, więc robota odwalana przez Ząbka (gromkie brawa za inwencję i nieprzeciętny warsztat!) wreszcie dostała porządną oprawę. A muzyka? O jej wartość chyba nikt się nie obawiał – jest złożona (i na pewno nie przekombinowana!), inteligentna, lekko zabarwiona schizolską melodią i cały czas cholernie brutalna. W sam raz dla miłośników wymagającego gr(z)ania. Co prawda takiej łatwo dostrzegalnej chwytliwości nie ma za dużo, ale ogólnej wyrazistości tym kawałkom nie brakuje. Irytować na "Genocide" mogą tylko dwie rzeczy. Pierwsza: 'audialne' rozliczenia z byłym menago — za pierwszym przesłuchaniem nawet to zabawne, ale zupełnie niepotrzebne — chcąc nie chcąc chłopaki uczynili go w ten sposób nieśmiertelnym. W zupełności wystarczyłyby 'faki' we wkładce. Druga sprawa, która mi zbytnio nie robi, to teksty. Do tematyki nie mam zamiaru się przypieprzać, bo ta mi odpowiada, ale już ze zrozumieniem takiego angielskiego miewam problemy. Przydałby się ktoś z zewnątrz do korekty, bo byczur jest już w deklaracji zespołu – a wątpię, że chcieli przekazać to, co im wyszło. Poza tymi wyjątkami jest naprawdę super i szkoda wielka, że Yattering leży głęboko w piachu.


ocena: 9/10
demo

inne płyty tego wykonawcy:

podobne płyty:


Udostępnij:

1 komentarz:

  1. Oj tak, jedna z najlepszych płyt DM jaką polska ziemia wypuściła. Szkoda też, że sam zespół leży w ziemii, Trufel marnuje się trochę w Azarath jadąc na samych solówkach. ;)

    OdpowiedzUsuń