2 kwietnia 2012

Baphomet – The Dead Shall Inherit [1992]

Baphomet - The Dead Shall Inherit recenzja okładka review coverDruga liga death metalu w USA zawsze była cholernie mocna, a wielu spośród zapełniających ją zespołów — szczególnie w lepszych czasach — do awansu do ekstraklasy brakowało jedynie odrobiny szczęścia (oraz, często, szczypty oryginalności), bo poziomem muzyki nie odbiegały od tych najpopularniejszych. Takie życie. W nagrodę za wytrwałość niektórzy przynajmniej dorobili się kultowego statusu. Oczywiście zazwyczaj już po zejściu, ale zawsze to coś. Do grona takich kapel można zaliczyć Baphomet, który niby cieszy się jakimś poważaniem, ale mało kto go w rzeczywistości zna i namiętnie słucha. A, zapewniam, jest to, kurna, spore zaniedbanie/niedopatrzenie, bo autorzy The Dead Shall Inherit, głównie za sprawą tego albumu, swego czasu robili za jeden z wyznaczników muzycznej brutalności. Trzeba nadmienić, że chodzi o brutalność w jak najbardziej podziemnym wydaniu – prosty, chropowaty łomot pozbawiony zarówno upiększeń (czytać: melodii i solówek), jak i urozmaiceń, ale za to niezwykle równy, ostro kopiący i precyzyjnie odegrany. Do tego dorzućcie iście grobowy growl oraz utrzymane w death’owych kanonach teksty i okładkę. Mimo, iż krążek kręci się przede wszystkim w średnich i szybkich tempach, muzycy zupełnie nieźle opanowali sztukę posługiwania się zwolnieniami, którymi to ścierają słuchacza na pył, a właściwie na krwawą papkę. Nie muszę chyba dodawać, że jest to uczucie wyjątkowo przyjemne? A jednak to dodałem. Czemu? Nie mam pojęcia! Ufff… Baphomet w swojej obskurności nie był naturalnie zespołem wyjątkowo odkrywczym. Na The Dead Shall Inherit można wskazać na sporo wpływów i podobieństw do innych kapel; te najważniejsze to: Autopsy (przesycony syfem klimat i mocarne dołowanie), Suffocation (zbliżony, choć bardziej pierwotny sposób dopierdalania), Immolation (zatęchłe brzmienie, tendencje do zamulania), Napalm Death (brud i gwałtowne blastowanie a’la „Harmony Corruption”) czy Obituary (nieco toporne, ociężałe riffowanie). Na tych nazwach wyliczanka się nie kończy, ale powiedzmy to sobie jasno – w muzyce Baphomet nie chodziło o oryginalność czy finezję, a potężny, efektywny (bo efektowny już mniej, o ile w ogóle) i ponad wszelką wątpliwość czysty gatunkowo wypierdol. W związku z powyższym album polecam szczególnie gorąco death’owym purystom. Pozostali mogą nie załapać, o co ten szum.


ocena: 7,5/10
demo
oficjalny profil MySpace: www.myspace.com/delivermeuntopain

podobne płyty:

Udostępnij:

0 comments:

Prześlij komentarz