29 stycznia 2013

Cryptopsy – Cryptopsy [2012]

Cryptopsy - Cryptopsy recenzja okładka review coverCryptopsy odeszli w kiepskim, zupełnie nieprzekonywającym i przede wszystkim nie swoim stylu, toteż ich powrotem w ogóle nie zaprzątałem sobie głowy. Jak się dobrze zastanowić, to nawet nie mieli po co odgrzebywać tego trupa, skoro wielu, dla których docelowo nagrywali, świadomie ich z pamięci wymazało. Jednak Kanadyjczycy podjęli to ryzyko i nie tylko się reaktywowali, ale zrobili to z niesławnym Mattem McGachy w składzie. A płyta? Wyszło z tego duże zaskoczenie, bo krążek udał im się bardzo dobry, nawiązujący do tego, co w ich dyskografii najlepsze – "Whisper Supremacy" i "And Then You'll Beg". Wprawdzie nie wspięli się na aż tak wysoki poziom, jak przed laty (co im raczej nie zapewni przewodnictwa w kanadyjskim death metalu) i niczego nowego na "Cryptopsy" nie odkrywają (za to akurat można im podziękować), ale ponownie zaprezentowali się jako zespół naprawdę brutalny, pełen dobrych pomysłów i porządnie zakręcony. Panowie wymiatają z wielkim rozmachem, nie żałują sobie technicznych odjazdów (także w jazzowe rejony), zachowują przy tym odpowiednie proporcje pomiędzy bardzo szybką, skomplikowaną sieczką a miażdżącymi i w sumie też popieprzonymi zwolnieniami. Tym wszystkim 'starym' atutom towarzyszy niespotykana dotąd u Cryptopsy chwytliwość i melodyjność poszczególnych partii (wbrew pozorom nie tylko solówek), co słychać zwłaszcza w 'Two-Pound Torch', 'Red-Skinned Scapegoat', 'The Golden Square Mile' i 'Cleansing The Hosts'. Dzięki temu — i okazjonalnej motorycznej jeździe — materiał, choć wcale niełatwy, jest prostszy do ogarnięcia także dla mniej wprawionego ucha. Największa niewiadoma, związana z tym albumem, niesie z sobą dużą niespodziankę, bo McGachy wyszedł na ludzi, dorobił się porządnych kłaków i co najważniejsze – rzygnął tak, jak się tego powinno oczekiwać po wokaliście Cryptopsy. Żadnych zaśpiewów, żadnego pitolenia, tylko porządny growl i wrzaski! Skoro w tej kwestii jest dobrze, a sama muzyka nie pozostawia nic do życzenia, to "Cryptopsy" powinni sprawdzić nawet najwięksi sceptycy – przez te 35 minut traumy raczej nie doświadczą.


ocena: 8/10
demo
oficjalna strona: cryptopsy.ca

podobne płyty:

Udostępnij:

1 komentarz:

  1. Solidna rzecz. Album nr 3 Cryptopsy, zaraz po znakomitych WS i ATYB.

    OdpowiedzUsuń