29 kwietnia 2022

Defecation – Killing With Kindness [2019]

Defecation - Killing With Kindness recenzja okładka review coverWyjątkowo złamię swoją zasadę i zrecenzuję coś, czego fizycznie nie posiadam i w żadnym wypadku nie zamierzam posiadać. Mianowicie, fejkowy album wydany pod szyldem Defecation, przez równie szemraną hiszpańską wytwórnię Metal Bastard records (czasem zwani Blue Line productions). Potraktujcie to więc trochę jako przestrogę. Zacznijmy więc od początku.

Historia bootlegów zapewne jest nieznana wśród młodzieży, ale tak w skrócie – są to tzw. nieoficjalne wydawnictwa, ubogo zrobione i wydane. Najczęściej były to słabej jakości koncertówki z lokalnych koncertów (robione przez fanów dla fanów), choć zdarzały się też i pirackie wydania oficjalnych płyt. Koncertówki jeszcze można by tłumaczyć tym, że były po prostu pamiątką dla kogoś, kto był na danym koncercie i chciał go sobie mieć w fizycznej formie, albo po prostu usłyszeć sobie danego idola na żywo.

Masa gównianych wytwórni (tzw. rip-off labels), początkowo też tak zaczynała, po czym stopniowo ewoluowała swoją politykę robienia w ciula artystów, okradając wprost swoje zespoły. Ciekawym przykładem była wytwórnia Metal Enterprises, która zasłynęła tym, że zrobiła sequele do grup ze swojej stajni, które się rozpadły, jak Thrash Queen, Killer Fox, czy Godzilla. Owe zespoły były i tak beznadziejne, ale nie w tym rzecz. Jakby tego było mało, wydała również takie cudeńko jak Extreme Napalm Terror – „zespół” o którym do dziś nie ma żadnych informacji, a który był żenującym plagiatem (nie zgadniecie) Extreme Noise Terror i Napalm Death. Idąc tym tropem, przechodzimy do głównego tematu tego wywodu.

Metal Bastard/Blue Line jest właśnie tego typu wytwórnią, która uderza we wszystkie wymienione wcześniej punkty. Ich katalog ma wątpliwej legalności kompilacje, „greatest hits”, podejrzane re-edycje, jak i trudne do zweryfikowania albumy (brak info w sieci). Udało im się też złapać w sidła kilka znanych nazw, jak np. Disastrous Murmur. W ich przypadku jest ciekawa sprawa, gdzie ich ostatni album „Subito Santo” został wydany bez książeczki, rzekomo w wyniku „błędu drukarni”, przez co sama grupa postanowiła na własny koszt ową książeczkę z tekstami wydrukować i przesłać każdemu, kto kupił ich płytę. Co wytwórnia natomiast zapomniała powiedzieć grupie, to bezsporny fakt, że wszystkie płyty jakie wydają nie mają książeczek, tylko tzw. leaflet cover (kartka z okładką i tracklistą po drugiej stronie).

Mając to wszystko na uwadze, przejdźmy do meritum. Oryginalny Defecation to był projekt dwóch Harrisów, niespokrewnionych ze sobą i miał on skromną, ale kultową dyskografię. Killing With Kindness, bo o tym mowa, miał być tym niby trzecim albumem. Zawartość natomiast to jakieś hałaśliwe popiskiwania w midi zrobione pod jakiś dziwny pseudo-growling krzyczany w języku hiszpańskim. Całość ma 8 ścieżek (bo nie można tego nazwać piosenkami) i trwa uwaga, ledwo 19 minut.

Sam „album” pojawił się znikąd, bez fanfar i materiałów promocyjnych. Jakimś cudem, dystrybutorem został Nuclear Blast, co też jest grube, a który musiał potem zwracać kasę ludziom za pre-ordery. Cała sprawa niestety przeszła bez większego echa. Mitch Harris wydał oświadczenie, a wytwórnia, która dopuściła się scamu, bezczelnie użyła tego oświadczenia w celu promocji swojego gniota, więc widocznie czują się bezkarni.

Nie jestem w stanie rozkminić co trzeba mieć w głowie, żeby coś takiego robić i to jeszcze w czasach, kiedy mało ludzi inwestuje w fizyczne nośniki, aczkolwiek jaskółki ćwierkają, że 2021 r. był najlepszym rokiem, jeśli chodzi o sprzedaż CD/winyli/kaset od prawie 20 lat, więc coś się może zmieniać w tym temacie.

A ponieważ jesteśmy w Polsce i nas można bez problemu okradać od wieków i nikt się nami nie przejmuje, to wiedzcie, że łatwo można to gówno znaleźć w każdym sklepie i to po stosunkowo wysokiej cenie (ja widziałem nawet w granicach 70 zł). I naprawdę wiele nie brakowało, abym dał się nabrać. Na szczęście, zawsze sprawdzam coś, zanim to kupię, co jest odruchem bezwarunkowym, który każdemu polecam. I tym miłym akcentem zakończę ten recenzjo-artykuł, żeby nie powiedzieć czegoś za dużo.


ocena: 0/10
mutant

inne płyty tego wykonawcy:

Udostępnij:

4 komentarze:

  1. o cholera. i za to cie kocham Demogorgonie. A ja już myślałem nad przeformatowaniem swojej recenzji, bo zdaję sobie sprawę z problemu między robieniem komuś reklamy, a jednoczesnym piętnowaniem złodziejstwa. Jest to kwestia odpowiedzialności między sobą a ludźmi do których piszesz i tym, że pewne rzeczy tak po ludzku wkurzają i wolałbyś, aby nie miały w ogóle miejsca.

    Generalnie ta recenzja ma na celu przestrzec ludzi, żeby patrzyli się na producenta/dystrybutora, bo niestety, ale pojawia się obecnie wiele drogich płyt z wyżej wymienionej wytwórnii, która łagodnie mówiąc, nie spełnia oczekiwania. A jeśli ktoś się decyduje wydać ciężko zarobioną kasę i kupić płytę, to domyślam się, że nie chce kupować pirata rodem z bazaru jak to było 20 lat temu.

    Kto będzie chciał znaleźć, ten znajdzie. Mimo wszystko to jest niszowa sprawa, ale kompletny brak informacji na ten temat nie jest dobry i de facto napędza kabze podobnym złodziejom. Zważywszy na to też, że teraz jest mnóstwo (mnogo) re-edycji różnych klasyków, zwracajcie moi kochani uwagę na to, KTO wydaje te re-edycje, abyście się nie nacięli, jak np. przy Unleashed - Hammer Battalion (ten sam bohater dzisiejszej recenzji), gdzie nie ma zdjęć, tekstów, niczego i nie zdziwiłbym się jakby płyta była tłoczona z mp3 a nie z materiału źródłowego.

    Metal żyje m.in. dlatego, że rozumiemy istotę sprawy - jeśli nie wspierasz zespołu, zespół się nie rozwija, a scena umiera i znika. I tego typu akcje bynajmniej nie pomagają, bo niszczą zaufanie jakie człowiek ma do sceny. I nie jest to wina zespołów, bo nie mają kontroli nad tym, co kto sobie robi, też przez to dlatego, że nikt nie reaguje i nie informuje o tym, że takie sprawy mają miejsce.

    A ponieważ tego typu rzeczy są sprzedawane normalnie z wartościowymi płytami, to abyście nie wydawali 6 dych na darmo, sprawdzajcie sobie dystrybutora. I niestety, ale musicie albo czytać sobie stronę discogs, albo metal-archives.

    No i umówmy się, większość osób raczej nie dyskutuje w internetach odnośnie czegokolwiek i pełni funkcję milczącej większości, tak więc jeśli coś nie będzie napisane i łatwe do wyguglania, to nie będzie traktowane jako fakt.

    Ja generalnie się o tym dowiedziałem niedawno (dosłownie w tym roku), gdzieś tam miałem z boku głowy, aby sprawdzić "nowego" Defecation, ale nie było to moim priorytetem. Z drugiej strony, tak gorący dziennikarski temat chcąc nie chcąc wzbudzałby kontrowersje, więc brak jakichkolwiek konsekwencji po 3 latach budzi co najmniej niesmak.

    Ostatni paragraf pije też do tego, że np. w niemczech sprzedaż tej płyty została wycofana i można ją głównie znaleźć m.in. w naszym kraju (czy to są to te tzw. niesprzedane pre-ordery), bo u nas obrona konsumencka jest w teorii na wysokim poziomie. Wytwórnia ta ma jako dystrybutorów (wedle mojej wiedzy) Nuclear Blast, oraz Napalm records.

    Zachęcam też innych do dzielenia się opiniami i jeszcze raz dziękuję Demo za wsparcie i mądrość. Sorry, już nie przedłużam, napisanie tego komentarza zajęło mi chyba z godzinę :p Dziękuję jeszcze raz

    auto recki

    OdpowiedzUsuń
  2. kilka nowych informacji - Metal Bastard records była żałożona przez tego samego faceta co założył Turbo Records którzy wydawali Funeral Nation, Beherit (słynna pierwsza płyta która była tak naprawdę kompilacją demówek, ponieważ wytwórnia wysłała mało kasy, więc grupa wydała to na narkotyki i prostytutki a wytwórnii wysłała dema do wydania), Acheron, Mortuary i inne. Koleś to robi od 40 lat i ma się dobrze. Ostatnio założył kolejne dwie nowe wytwórnie, które wydały sobie fejkowy album Ribspreader i Carve. Biznes się kręci, kosztem Metalu

    OdpowiedzUsuń
  3. prawie rok od recki - po tym artykule miałem parę maili o tym, jak źle są winyle tłoczone i jak dużo chińczycy rozprowadzają piraty - to też jest temat na osobną dyskusję.

    OdpowiedzUsuń
  4. i to wszystko idzie z niemiec. naziści byliby dumni

    OdpowiedzUsuń