28 czerwca 2025

Molested Divinity – The Primordial [2023]

Molested Divinity - The Primordial recenzja reviewMolested Divinity nie przestają mnie zaskakiwać. Najpierw faktem, że w ogóle chciało im się nagrać drugi album, a potem, gdy zdecydowali się kontynuować działalność bez swojego najbardziej rozpoznawalnego tego… no… członka. Trzecie zaskoczenie jest takie, że bez Batu Çetina wbrew pozorom zespół wcale nie stracił na jakości – Erkin Öztürk godnie zastąpił poprzednika, zaś nagrany z nim album okazał się najlepszym w dorobku Turków. W tym miejscu mógłbym zakończyć reckę, bo w zasadzie napisałem już wszystko, co chciałem, ale jestem świadomy, że niektórzy potrzebują trochę więcej słów zachęty.

Jeśli w muzyce Molested Divinity cokolwiek zmieniło się od wydania „Unearthing The Void”, to naprawdę niewiele, dosłownie detale, ale właśnie to te detale — w połączeniu z porządnie nasyconą, acz selektywną produkcją — stanowią o tym, że The Primordial jest krążkiem całościowo ciekawszym i mocniej angażującym, w swojej stylistyce wręcz kompletnym. Jest tu dosłownie wszystko, czego oczekuję od takiego grania (w dodatku w rozsądnych ilościach) i bodaj ani jednego elementu, którego byłbym skłonny się pozbyć. Nie bez znaczenia jest także to, że przy tak bardzo wyśrubowanym poziomie brutalności trzeci album Turków szybko wpada w ucho i można się nim zwyczajnie cieszyć.

Nie mam zamiaru wmawiać komukolwiek, że Molested Divinity stworzyli tu coś unikatowego, czego nikt przed nimi nie zrobił, jednak bez wątpienia za sprawą The Primordial awansowali w hierarchii brutal death. Obecne już wcześniej podobieństwa do Defeated Sanity, Cenotaph czy Inherit Disease nadal występują w muzyce Turków (choć w różnym natężeniu), ale nie rozpatrywałbym ich w kategorii zrzynki, co raczej jako wskaźnik poziomu, na jaki się wspięli wraz z tym albumem. Warto przy okazji zaznaczyć, że po względem technicznym kawałki Molested Divinity wydają się trochę prostsze i bardziej przystępne od utworów wspomnianej trójki – zespół napiera bez litości, gęsto i intensywnie, ale ani przez chwilę nie przegina z kombinacjami, a od jazzu trzyma się z daleka.

Jako że nawet na siłę nie potrafię się na The Primordial do czegokolwiek przyczepić, to skorzystam z okazji i po raz kolejny podważę sens utrzymywania przy życiu Decimation, skoro wielkich perspektyw przed tym zespołem raczej nie ma. Emre Üren powinien olać sentymenty, podjąć męską decyzję i skupić się wyłącznie na tym, co naprawdę dobrze mu wychodzi – na Molested Divinity, który ma znacznie większy potencjał i daje szersze możliwości do rozwoju/popisu.

Podsumowanie było już we wstępie, ale dla pewności się powtórzę: to najlepszy (i najdłuższy, hehe…) materiał w dorobku Molested Divinity, z którym bez kompleksów mogą pchać się do czołówki takiego grania.


ocena: 8/10
demo
oficjalny profil Facebook: www.facebook.com/molesteddivinity/

inne płyty tego wykonawcy:

podobne płyty:

Udostępnij:

4 komentarze:

  1. cyt.: "...skorzystam z okazji i po raz kolejny podważę sens utrzymywania przy życiu Decimation, skoro wielkich perspektyw przed tym zespołem raczej nie ma.".
    Ja natomiast bardzo lubię Decimation i uważam odwrotnie, że M.D. to zespół totalnie odtwórczy. Decimation potrafi wpleść w swoje granie sporo ciekawych, technicznych zagrywek. Turcja to dla mnie Carnophage, Decimation i Decaying Purity.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja natomiast nie pojmuję, jak kolesie z Decimation potrafią w innych zespołach robić dużo ciekawsze rzeczy niż u siebie, choć to u siebie mają więcej do powiedzenia. BTW odtwórczy to są wszyscy bez wyjątku, choć akurat Carnophage w najmniejszym stopniu. Dziwi mnie natomiast brak w tej wyliczance Cenotaph, oj dziwi.

      Usuń
  2. Cenotaph zaczyna się od "Reincarnation..." z 2007 r. Wczesniej: debiut słaby, druga płyta z zerowym ciężarem i słabym brzmieniem, a w "Pseudo Verminal..." wokale Batu są asłuchalne i denerwujące. Kiedyś próbowałem się przekonać do tego, ale się nie dało.
    Z drugiej strony, im późniejsze płyty tym niestety więcej zwolnień - wycieczek w stronę slam death.
    Ogólnie więcej minusów, niż plusów.

    OdpowiedzUsuń
  3. Zgadzam się, że prawdziwy Cenotaph zaczął się w 2007, a później było głównie lepiej, z zajebiaszczym "Perverse Dehumanized Dysfunctions" na czele.

    OdpowiedzUsuń