„It's just one of those days when you don't wanna wake up, / Everything is fucked, everybody sucks.” – Cytat z jednego z utworów Freda Dursta (tak, trauma dziewiczych czasów) tutaj akurat trafia w sedno dzisiejszego albumu. Czy każdy z nas nie ma takiego dnia, że z żony zrobiłby worek treningowy, dzieci połamał jak zapałki, a zwierzaka kopem wysłał na orbitę? Wkurw przyniesiony z pracy, z urzędów czy szpitali, czyli po prostu z życia wzięte. I tutaj w sukurs przybywa nam muzyka (cholera czuję się jakiś przedstawiciel Mango…). U nas metalowców minus + minus daje plus. Na wkurw pomaga nam muzyka emanująca agresją, która u „normalsa” spowodowałaby opętanie przez cały legion demonów. Tak to już z nami, „poyebami”, bywa. A na 666% w moim przypadku. I właśnie tutaj, jako remedium na wkurw pojawia się poznańska black metalowa formacja Strandhogg i ich jedyne dzieło Ritualistic Plague (Evangelical Death Apotheosis).
Otwierający album „Prophecy of World Funeral” zawsze powoduje u mnie gęsią skórkę. Uwielbiam te pierwsze miażdżące i wolne riffy, które wprowadzą nas w konkretną rzeźnię. Ritualistic Plague (Evangelical Death Apotheosis) nie będzie się z nami bawić w tańcu. Jest to prosty (ale nie prostacki!) album kipiący czystą nienawiścią, totalnym wkurwieniem do całego świata. Poznaniacy przelewają swój gniew w nuty, niczym Sauron swoją moc w jedyny pierścień. I podobnie jak on był mistrzem swojego fachu, Strandhogg w 8 utworach trwających lekko ponad 37 minut sprawia, że Ritualistic Plague (Evangelical Death Apotheosis) się nie nudzi. A to chyba najważniejsze. Każdy maniak death czy black metalu zna zespoły, które może i napierdalają jak z karabinu, ale po 3-4 trackach mamy chęć przewijać dalej, a tu jeszcze z kilka utworów przed nami. U Strandhogg tego nie doświadczymy. Kompozycje są przemyślane i różnorodne w swojej strukturze i z tego powodu te niecałe 40 minut (w tym jeden utwór trwający 10 minut!) mija jak z bata strzelił. Oczywiście nie jest to dzieło, które rewolucjonizuje gatunek, ale z pewnością ugruntowuje polską ekstremalną scenę, jako jedną z tych najlepszych. Wszakże siła sceny to nie tylko tych kilka perełek, ale cała nisza. Niestety w 2014 zespół zakończył działalność i dlatego też zależy mi na zaprezentowaniu Ritualistic Plague (Evangelical Death Apotheosis). Dla fanów ostrego, ale stylowego napierdalania, jak w mordę strzelił.
ocena: 7,5/10
Lukas




0 comments:
Prześlij komentarz