17 grudnia 2010

Moon – Lucifer’s Horns [2010]

Moon - Lucifer’s Horns recenzja okładka review coverCezara najwyraźniej rozsadza energia twórcza, bo nie dość, że nabrał rozpędu z odrodzonym Christ Agony, to jeszcze reaktywował nieco już zapomniany Moon. Nie przypuszczałem, że jeszcze kiedykolwiek będzie mi dane usłyszeć nowy materiał tego projektu (teraz już chyba zespołu?), tym bardziej, że muzyka przezeń uprawiana z lekka się zdezaktualizowała, a tu proszę – "Lucifer’s Horns" kręci się w moim odtwarzaczu. Nowe oblicze Księżyca znacząco różni się od poprzednich krążków, ale — i to jak dla mnie największa wada albumu — brzmieniowo jest bardzo bliskie obecnej Chrystusowej Agonii. Poza tym gołym okiem dostrzegalna jest radykalizacja muzyki i pójście w black-death’owy konkret – znikły banalne klawisze (ugh!), w gitary wstąpił nowy ciężar (też ugh!), perkusja zyskała na normalności i jebnięciu (ponownie ugh!), zmienił się charakter solówek (już nie ugh!) i trochę zatarła wcześniejsza melodyjność (co do tego odczucia mam ambiwalentne). Oprócz tego mamy pewne nowości, jak choćby wplecione w sieczkę akustyki czy dwa teksty po polsku – czyli wbrew pozorom nic, co mogło by zmniejszyć brutalność. Płyta zaczyna się od zmyłki, bo początek 'Summoning Of Natan' błyskawicznie przywodzi na myśl "Satanicę" Behemotha, ale dalej już na każdym kroku czuć rękę (i wokal) Cezara. Szybkość i agresja wciąż są istotnymi elementami stylu Moon, ale to nie wszystko, co zespół ma w tej chwili do zaoferowania, bo nowy materiał jest bardziej pokombinowany i urozmaicony niż "Daemon’s Heart" i "Satan’s Wept" razem wzięte – po prostu ciekawszy. Mnie to pasuje, wszak muzyki Cezara (i ekipy – bo płyta jest efektem zespołowej pracy) nigdy za wiele, mimo to chciałbym usłyszeć te kawałki z bardziej indywidualnym i trochę lepszym brzmieniem. Drobnym problemem "Lucifer’s Horns" w tych czasach może być niebezpośrednia, zakamuflowana szorstkością chwytliwość – nie ma tu hiciora na miarę 'Lucifer’s Light', a żeby wyłonić hajlajty w postaci 'Night Of The Serpent', 'The Semen Of Ye Old One' i 'Czarnego Horyzontu' potrzebowałem aż trzech przesłuchań, a uważam się za wielce zainteresowanego fana. Na koniec bonus – rimejk (coś to modne ostatnio) kawałka z debiutu. Czy potrzebny? Nie, ale został tak obrobiony, żeby w niczym nie odstawał od normalnej zawartości albumu. Z drugiej strony może to być jakiś impuls do przypomnienia sobie starych, niedawno wznowionych, krążków. "Lucifer’s Horns" to dla mnie miłe zaskoczenie, więc tym bardziej jestem ciekaw, co Moon pokaże, gdy się w pełni rozkręci.


ocena: 7,5/10
demo

inne płyty tego wykonawcy:

Udostępnij:

0 komentarze:

Prześlij komentarz