5 maja 2011

Aurora Borealis – Timeline: The Beginning And End Of Everything [2011]

Aurora Borealis - Timeline: The Beginning And End Of Everything recenzja okładka review coverAmerykańskie trio proponuje nam kolejną dawkę super rzemieślniczego death metalu na zajebiście równym (nie mylić z zajebistym!) poziomie, którą każdy fan tamtejszej sceny wciągnie bez problemu jak zapach napalmu o poranku. Pojawia się jednak pytanie, czy taki człek w ogóle będzie łaknął wzmożonego kontaktu z, co tu ukrywać, bardzo zwyczajnym i przewidywalnym graniem. "Timeline: The Beginning And End Of Everything" spełnia właściwie wszelkie wymogi klasowej death’owej napierduchy: zróżnicowane tempa z przewagą tych naprawdę szybkich (to, że Mark Green nie jest wyjątkowo znany, nie oznacza, że nie potrafi dojebać w zestaw), gęsto chodzące centralki, jadące przede wszystkim tremolem gitary, ostre solówki, odrobina melodii, sporo czadu... Dołóżcie do tego techniczną nienaganność (nienaganność, nie szpanerstwo!), optymalną długość kawałków i dobrą, ale też dość typową produkcję. Jedynie blackowy wokal odstaje od standardów, a zarazem stanowi najsłabszy punkt albumu, bo zupełnie nie pasuje do takiej muzyki. Z wyjątkiem tego szczegółu, mamy do czynienia ze standardowym amerykańskim dopieprzaniem podanym przez doświadczonych muzyków, którym do artystów daleko. Aurora Borealis ze swoim graniem lokują się gdzieś pomiędzy średniakami Malevolent Creation, Vile i tymi nie-genialnymi tworami Monstrosity. Przy tym nie robią niczego, żeby się wzbić ponad tą wypracowaną przez lata średnią, bo koncept w tekstach to jednak trochę za mało. Na płycie nie ma ani czego zjebać, ani tym bardziej przed czym paść na kolana, ale na upartego mogę wyróżnić 'Crucible Of Creation', 'Tearing Holes In The Fabric Of Time' i 'The Rebirth' jako te najbardziej robiące kawałki, choć uczciwie zaznaczam – od pozostałych zbytnio (jeśli w ogóle) nie odbiegają. Cóż, kariery z tą muzą Amerykanie już raczej nie zrobią, tym bardziej, że nie zrobili jej także, gdy posiadali pewne 'selling pointy' – czyli poprzednich sławnych perkmanów. Mimo wszystko, dla maniaków "Timeline: The Beginning And End Of Everything" to rzecz godna uwagi.


ocena: 7/10
demo
oficjalna strona: www.auroraborealis.org

podobne płyty:

Udostępnij:

0 komentarze:

Publikowanie komentarza