23 kwietnia 2014

Flotsam And Jetsam – Doomsday For The Deceiver [1986]

Flotsam And Jetsam - Doomsday For The Deceiver recenzja okładka review coverO ile Exodus pojawia się w rozmaitych rankingach i zestawieniach klasyków, jest ustawiany w jednym szeregu z Testamentem, Metallicą i Slayerem, zaś debiutancki „Bonded by Blood” przyprawia o drżenie nóg najtwardszych nawet thrashersów, o tyle Flotsam And Jetsam znany jest głownie jako kapela, w której zaczynał Newsted zanim przeniósł się do wyższej ligi. Trochę to krzywdzące, ale tak właśnie jest, niestety. Czas więc nieco to zmienić i dedukować społeczeństwo, bo sama muzyka żadnej taryfy ulgowej nie potrzebuje i nie ma konieczności niczego podkolorowywać. Można w Doomsday for the Deceiver przepaść na długie godziny. Najwyborniejszy blend brytyjskiego heavy metalu oraz speed/thrashowych elementów sceny amerykańskiej przyprawionych pierwiastkami Agent Steel oraz Savatage. Muzyka wchodzi gładziutko, a dzięki bogactwu motywów zaczerpniętych z każdego ze źródeł, pozostaje tam na długo i pozwala się po wielokroć odkrywać na nowo. Złapałem się na tym nie raz, że kawałek, który wydawał mi się przesłuchany i znany na wylot, ujawniał kolejną warstwę, która wcześniej musiała mi umknąć. Mimo dużej dozy bezpośredniości i relatywnej prostoty, same tylko popisy Newsteda wymagają kolejnych nastu okrążeń by wyłapać wszystkie smaczki, a do tego dochodzą przecież gitary oraz wokalizy Erica A.K. Trochę mniej dzieje się w garach, które są bodaj najbardziej heavy/powerowe z całego instrumentarium i przez to nie tak intrygujące i nie tak ciekawe. David-Smith jest jednak na tyle dobrym pałkerem, że jak jest potrzebny, to nawet podwójną stopą zarzuci bez obciachu dla techniki. O popisach Newsteda już wspomniałem, dodam wiec tylko, że jego umiejętności połączone z fantastycznie selektywnym brzmieniem instrumentu, ustawiają krążek wśród najlepszych z rocznika, a przynajmniej najlepiej zrealizowanych. Tym niemniej to duet gitarzystów Gilbert/Carlson przyczynia się najbardziej do jakości muzyki i jej niesamowitej mocy. O riffach z tytułowego „Doomsday for the Deceiver”, „Flotzilla”, bądź „Desecrator” nie sposób pisać inaczej, jak o absolutnych klasykach. Można w nich znaleźć zarówno heavy metalową epickość, jak i speed/thrashową zadziorność, ale także dbałość o szczegóły i techniczne zaawansowanie. Jednak to, co dla jednych jest zaletą, dla innych jest wadą. W przypadku debiutu Flotsam And Jetsam problemem jest, wspomniana parokrotnie, heavy metalowość. W żadnym wypadku nie deklasuje to płyty, ale po dłuższym czasie może trochę zniechęcać. Problem pewnie w ogóle by nie istniał, gdyby proporcje między stylami były lepiej wyważone, ale ciążenie w stronę heavy jest dość mocne, co może się przełożyć na ogólnie rozumianą miodność. Niemniej jednak Doomsday for the Deceiver jest płytą ze wszech miar godną uwagi i polecenia. I nawet jeśli jest się uczulonym na heavy metal, nie powinno być kłopotu z jej przesłuchaniem. Może nie tak częstym, ale jednak.


ocena: 7,5/10
deaf
oficjalna strona: http://www.flotsam-and-jetsam.com

podobne płyty:

Udostępnij:

0 komentarze:

Prześlij komentarz