17 września 2026

Left To Die – Initium Mortis [2026]

Left To Die - Initium Mortis recenzja reviewLeft To Die to trzeci, po Gruesome i Living Monstrosity, zmontowany na szybko projekt Matta Harvey’a, którego głównym i jakże, kurwa, altruistycznym założeniem było oddanie hołdu dziedzictwu wczesnego Death – a to wszystko tylko i wyłącznie z myślą o fanach, którzy nigdy nie mieli okazji posłuchać oryginalnych demówek w dobrej jakości (bo nikt nie miał takiej okazji, ha!) ani zobaczyć ich twórców na żywo. Ech… Intencje spiritus movens tego przedsięwzięcia od początku budziły moje wątpliwości, jednak ze względu na obecność w składzie Rozza i Butlera oraz widoczną radochę, jaką sprawia im granie tych kawałków, byłem skłonny do pewnego stopnia usprawiedliwić ten pomysł.

A niech se grają te covery, co mnie to obchodzi, przynajmniej nie przerabiają numerów Death i nie podpisują ich jako swoje – oto całość moich głębokich przemyśleń na temat Left To Die, zanim ci postanowili nagrać album. Później, po zapowiedzi Initium Mortis, sypałem już kurwami i chujami w ilości hurtowej, bo nawet pasożytowanie na dorobku Mantas/Death ma chyba jakieś granice, choć Matt Harvey zdaje się ich nie dostrzegać. W takim (uzasadnionym!) stanie wkurwu podszytego pogardą i obrzydzeniem przystąpiłem do konfrontacji z zawartością Initium Mortis, a wyszedłem z niej… zaskoczony i zadowolony. O dziwo, całkiem miło się tego gówna słucha.

Amerykanie wzięli na warsztat dziesięć kawałków Mantas i Death, które powstały w latach 1983-1985 i które nie miały szczęścia trafić na debiutanckiego longa, solidnie je ociosali, wyszlifowali i ozdobili efektownymi solówkami, i w rezultacie stworzyli materiał zjadliwy dla współczesnego słuchacza. Całość brzmi bardzo ładnie i jest precyzyjnie zagrana, co może i odbiera tym numerom trochę z ich prymitywnego/podziemnego charakteru, ale oldskulowy feeling, pełne banałów aranżacje i wszechobecne zapatrzenie w Slayera pozostały tu nienaruszone. Tak w ogóle, balans między pierwotną prostotą a teraźniejszą starannością jest jednym z większych atutów Initium Mortis; nie ma tu przegięć w żadną ze stron, więc nawet takie starocie jak „Death By Metal” wypadają naturalnie i przekonująco.

Co tu dużo ukrywać, debiut (???) Left To Die nie tylko przerósł moje oczekiwania, ale i okazał się materiałem, do którego raz na jakiś czas będę chciał wrócić. A skoro Amerykanom udało się przekonać do siebie tak wrogo nastawionego sceptyka, jakim byłem ja, to przypuszczam, że Initium Mortis sprzeda się w wystarczającym nakładzie, żeby ze strony Relapse pojawiły się naciski na kolejny krążek. Wszak jeszcze kilka numerów z demówek zostało do zagospodarowania, a i można cudownie odkopać jakieś nieznane rarytasy z okresu „Leprosy”.


ocena: 7/10
demo
oficjalny profil Facebook: www.facebook.com/lefttodiedeathmetal

podobne płyty:

Udostępnij:

0 comments:

Prześlij komentarz